środa, 19 września 2012
nie będę chora, nie będę chora nie będę
nie boli mnie gardło, nie czuje się jak po butelce wina choć nie wypiłam ani kropli
nie czuje się brzydka, gruba, nieciekawa, stara i do niczego
nie oglądam wcale głupich seriali zamiast błyskotliwych filmów zrobionych przez mądrych i zdolnych twórców
nie użalam się nad sobą zamiast gwizdać na wszystko
w mojej szafie wiszą równiutko same świetnie skrojone, doskonale leżące na mnie ubrania w moich ulubionych kolorach a nie same stare szmaty, w których czuje się i wyglądam jak menel
w mojej lodówce chłodzi się na jutro doskonale odżywczy i zbilansowany obiad i produkty, z których przygotuje rano pożywne śniadanie a nie resztka masła, jogurt na dnie i zgniła sałata
w moim łóżku czeka na mnie silny, dowcipny i czuło-perwersyjny kochanek, który ma szorstkie męskie dłonie i napalonego na mnie fallusa, który doprowadzi mnie do conajmniej 3 orgazmów tej nocy a nie zakurzony stary łoś z pluszowym rogiem, którego wyciągnęłam rano zza łóżka
mam na sobie jedwabistą koszulkę nocną a nie bluzę, prujący się sweter i jakieś rajty
i nie mam czerwonego nosa a moje włosy nie przypominają wysuszonego chochoła
życie jest piękne, a ja jestem mądra i cierpliwa i zdolna a nie taka głupia, beztalencie i taka rozgorączkowana i w panice, że to wszystko nie tak być powinno jak jest
ratuunku
nie boli mnie gardło, nie czuje się jak po butelce wina choć nie wypiłam ani kropli
nie czuje się brzydka, gruba, nieciekawa, stara i do niczego
nie oglądam wcale głupich seriali zamiast błyskotliwych filmów zrobionych przez mądrych i zdolnych twórców
nie użalam się nad sobą zamiast gwizdać na wszystko
w mojej szafie wiszą równiutko same świetnie skrojone, doskonale leżące na mnie ubrania w moich ulubionych kolorach a nie same stare szmaty, w których czuje się i wyglądam jak menel
w mojej lodówce chłodzi się na jutro doskonale odżywczy i zbilansowany obiad i produkty, z których przygotuje rano pożywne śniadanie a nie resztka masła, jogurt na dnie i zgniła sałata
w moim łóżku czeka na mnie silny, dowcipny i czuło-perwersyjny kochanek, który ma szorstkie męskie dłonie i napalonego na mnie fallusa, który doprowadzi mnie do conajmniej 3 orgazmów tej nocy a nie zakurzony stary łoś z pluszowym rogiem, którego wyciągnęłam rano zza łóżka
mam na sobie jedwabistą koszulkę nocną a nie bluzę, prujący się sweter i jakieś rajty
i nie mam czerwonego nosa a moje włosy nie przypominają wysuszonego chochoła
życie jest piękne, a ja jestem mądra i cierpliwa i zdolna a nie taka głupia, beztalencie i taka rozgorączkowana i w panice, że to wszystko nie tak być powinno jak jest
ratuunku
wtorek, 18 września 2012
droga do pracy w słońcu, policzek rozpłaszczony na szybkie w półśnie
teraz już na stanowisku
krew pobudza kawa i Madness, niezmiennie od kilku dni ten sam utwór na dzień dobry.
uwielbiam
zatem,
dzień dobry:)
wszystko mi mówi, to będzie udany dzień
nauczyłam się pływać bez okularków!! udało się. choć nie powiem, białka potem są w kolorze malinowym. Jednak to, że nie zasysa mi gałek do wewnątrz czaszki, rekompensuje.
teraz już na stanowisku
krew pobudza kawa i Madness, niezmiennie od kilku dni ten sam utwór na dzień dobry.
uwielbiam
zatem,
dzień dobry:)
wszystko mi mówi, to będzie udany dzień
nauczyłam się pływać bez okularków!! udało się. choć nie powiem, białka potem są w kolorze malinowym. Jednak to, że nie zasysa mi gałek do wewnątrz czaszki, rekompensuje.
poniedziałek, 17 września 2012
Ukradli mi telefon. Albo zgubiłam. Na krótkim odcinku miedzy domem, sklepikiem osiedlowym, autobusem a pracą. Nie wiem kiedy, ani w jaki sposób. Przedziwne.
W każdym razie nie mam go.Brak telefonu. Oj jak to doskwiera. Musze szukać innych sposobów na skontaktowanie się z tymi, z którymi potrzebuję.
Całe szczęście jest facebook.
Że ja to mówię, heh..
Podobno są gdzieś jeszcze budki telefoniczne. Ale przecież i tak wszystkie numery mam zapisane w telefonie. Pamiętam kilka, ale raczej nie do wykorzystania...
Nie tylko Wrocław dobiegł do mety. Gratuluję wszystkim, którzy dali radę. Ogromny szacunek za systematyczne treningi i wytrwałość. Super. Jesteście siłaczami:)
I ja w pracy dzisiaj o 21. skończyłam swój mały maraton. Czuję się zmęczona ale też widzę ciężkiej pracy plon.Wszystko hula jak trza. Warto było.
Teraz, można chwilkę odetchnąć by...płynąć dalej.
Uczę się. Powoli.
(trzeba mi brudnych matowych dźwięków. nurek na bezdechu spowalniając puls życia w sobie dociera coraz głębiej, głębiej, poza granicę światła, w ciemność, w poza świadomość. takich dźwięków. Burial. tak właśnie.)
piątek, 14 września 2012
frustracja zawodowa spowodowana nadmiarem nadgodzin + brak półwytrawnego z poludnia Europy w monopolowym + odległość od przyjaciół, z którymi można by pogadać ( znam nasze max wiec smsy +gmailowe gdau gadu to zbyt malo) + brak pomysłu na jakakolwiek muze inną niż tę, która siedzi mi w głowie od rana, czyli Muse (już rano był niezły, a po kilku przesłuchaniach, nocą, wskoczył na poziom bardzo dobrych)
http://www.youtube.com/watch?v=YyPwcFm05Lw&feature=fvst
= a stan mimo wszystko jakiś taki, niekreślony.
obok
chodzą mi po głowie rożne inne kawałki
ale żaden z nich na dłużej dzisiaj
małe kozy
można by je nazwać kózkami
też potrzebują czasu żeby się określić
http://www.youtube.com/watch?v=YyPwcFm05Lw&feature=fvst
= a stan mimo wszystko jakiś taki, niekreślony.
obok
chodzą mi po głowie rożne inne kawałki
ale żaden z nich na dłużej dzisiaj
małe kozy
można by je nazwać kózkami
też potrzebują czasu żeby się określić
niedziela, 9 września 2012
ale to był fajoski dzień
chcę Was wszystkich mieć tak jak dzisiaj miałam Natę. Na parapecie, z zimnym piwem i cigaretem w palcach
z piosenkami, koronami z liści i słońcem w backstage'u
i buczącym miastem hen het
i niech mi ktoś kurde powie, że życie nie jest zajebiste :)
to śniadanie tutaj oo...
tez było zajebiste
chcę Was wszystkich mieć tak jak dzisiaj miałam Natę. Na parapecie, z zimnym piwem i cigaretem w palcach
z piosenkami, koronami z liści i słońcem w backstage'u
i buczącym miastem hen het
i niech mi ktoś kurde powie, że życie nie jest zajebiste :)
to śniadanie tutaj oo...
tez było zajebiste
| niebo było pełne zdumiewających chmur |
| a morze było piekielnie zimne |
| ptaszysko przeleciało |
| w Gdyni plaża brudnopiaskowa, ale piwo na koniec smakowało najlepiej na świecie. A wino potem smakowało jeszcze lepiej, bo już nie byłam sama. |
środa, 5 września 2012
Moje ulubione części doby? Świt. I noc.
Świt to niedowierzanie. Pokora, dziękczynienie, zachwyt.Spokój i bezpieczeństwo.Poczucie ogromu nad głową i swojego nieznaczenia. Szczególnie wówczas, gdy nic poza czystym horyzontem nie ogranicza przestrzeni widzenia. Taki świt przeżyłam na d morzem ostatnio.
Gdy ja westchnę i wypuszczę obłok powietrza, nic się zmieni. Nikogo to nie obejdzie. Ale gdy kosmos, natura odetchnie, poczuję to na swojej twarzy. I od tego mi zabraknie tchu.
Ja jestem nędznym małym stworzeniem. Natura jest wszystkim. To pozwala poczuć świt.
Pojechałam bez planu. Wiedziałam tylko, ze do Dębek. Nie miałam noclegu, transportu, niczego.Nie było mi to potrzebne.
Gdy już nacieszyłam się morzem, piachem, bezkresem akurat zrobiło się ciemno i godz 21. Pomyślałam, znajdę kwaterę, potem kupie wino i wrócę na plażę.
W jakimś maleńkim sklepiku zapytałam o stronę, w która pójść by znaleźć nocleg. Akurat przechodził stróż z ośrodka, który podrzuciła pani sprzedawczyni, zawołała go, podszedł, powiedział, a i owszem, mamy wolne miejsca, proszę tędy, miła pani.
Stróż postury mojej plus kapelusz, był już dobrze pijany.Na recepcji pogrzebał, wydobył jakieś klucze i poprowadził mnie do mojej kwatery. Na moje pytanie, a ile to będzie kosztować, bo nie mam wiele, zbywał, machał łapą, mamrotał coś tam pod nosem. Teren ośrodka wielki był, jak prawie mała wieś. Domków, zakamarków, drzewostanów w bród. Poprowadził mnie do domku za siedmioma zakrętami. Spoko domek, ale pewnie drogi, mówię. A on na to, że wyniosę się o 10 rano, to nikt się nie zorientuje, jestem sama, prześpię się, zniknę i będzie ok.
Po całym dniu niesamowietego farta ze stopem i ludźmi, których spotkałam na drodze, pomyslałam, to trwa dalej, wciąż moja szczęśliwa gwiazda świeci nad głową. Ok, no to fajnie, zostawię Panu podziękowania rano w domku, proszę zajrzeć, tymczasem dziękuję słowem. Był trochę lepki, niepokojąco, alkohol we krwi, ale grzeczny. Wrócił z posciela jeszcze i ...zaczął mi ścielic łoże.
Nie nie, ja sama, dziękuję, proszę już iść, bo tam ośrodek bez stróża. Za dużo tego dobrego.Skończył ścielić, przygładził kołdrę i jakby z żalem, że nie dostał ode mnie kasy do kieszeni, uścisnął moje ramię i pożegnał się. Nie umiem dawać pieniędzy do ręki pod stołem więc pomyślałam, kupie mu wódkę, piwo czy cos w tym stylu, zostawię rano i powinno byc ok.
Poszłam na plaże.Wszystkie jednak dojscia nad morze wiodły przez las. Ciemny i zupełnie nieprzyjazny nocą.
A noca, wiadomo, wyobraźnia budzi się do życia. A moja zaczyna szaleć.
W połowie drogi usłyszałam trzaskanie w lesie, ludzkie szybkie kroki, nie widziałam nic bo było czarno. Rozmawiałam dla otuchy z Ewa przez telefon, ale straciłam zasięg na domiar złego, a szelest coraz bliżej i bliżej mnie.Wyrwałam biegiem Nie wiem czy kiedyś biegłam tak szybko jak wtedy ( mówi się z sercem w gardle) i do tego biegłam w stronę plaży i wiedziałam, że nie w te stronę!! Przecież wracać będę musiała przez las, również!! Całe szczęście natknęłam się na wracających znad morza i dołączyłam do nich, z ulgą, z powrotem, w stronę ośrodka.
Nie wypiłam wina na plaży nocą, nie widziałam morza zasypiającego. Strach mnie obleciał, niestety, nie dałam rady. Do tego potrzebny towarzysz i kropka.
Prawdziwy strach, poczułam jednak dopiero poxniej. Pan Andrzejek, stróż, spotkał mnie po drodze i odprowadził do mojego domku. Chciał wejśc do srodka, ale pozegnałam go zdecydowanie przed drzwiami.Jeszcze papierosek na ganku domku, trochę Roguckiego, dwa łyki wina i zaczęłam zasypiac. Zasunęłam zasłonki, wzięłam prysznic i do łózka.
Nie zmrużyłam oka przez cała noc. Nigdy tak się nie bałam. Teraz, gdy to opisuje, brzmi to kompletnie irracjonalnie, ale wtedy...Nie znajde słów teraz, zresztą nie pisze powieści sensacyjnej. W każdym razie, przez cała noc miałam wrażenie, że pan Andrzejek drepcze pod oknami, widziałam jego cień na firance, jak zagląda do środka, słyszałam jego kroki pod drzwiami, słyszałam jak naciska klamkę. Ktoś go zresztą przyłapał, przegnał w pewnej chwili.Słyszałam dzwoniąca w ciemnościach ciszę i oddech pająka. Byłam mokra ze strachu i całkowicie sparaliżowana. Poważnie rozważałam opcje, żeby wysikać się do łózka, żeby tylko nie wstawać, nie naruszać tej martwej ciszy dookoła. Byłam przekonana, ze jeśli można osiwieć ze strachu, ta rano, ja będę siwa na pewno.
Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. I nie chcę tego powtarzać.
Miałam budzik nastawiony na 5, na wschód słońca chciałam zdążyć.Nie był potrzebny. Jak tylko zaczęło się przejaśniać, wzięłam prysznic, spakowałam się i uciekłam na plażę.
Dopiero tam poczułam się bezpiecznie.Tam już się z tego śmiałam. Gdzie prawda a gdzie moja wyobraźnia? Nie wiem do dzisiaj i nie dowiem się. Noc uwalnia demony.
A wschód słońca po nocy i godzinach strachu...bezcenny. Piękne chwile.
Wielki spokój. Od morza, od nieba. Że jest moc, energia, z której mogę zaczerpnąć, czerpać.Poczuć się bezpiecznie. I po prostu szczęśliwa.
A potem wykopałam sobie mały grajdołek, przykryłam się kurtka i poszłam spać. Obudziłam się o 10.
(Nigdy więcej nie spędzę nocy w miejscu, które nie budzi mojego zaufania. Nigdy. Zapamiętać!)
Świt to niedowierzanie. Pokora, dziękczynienie, zachwyt.Spokój i bezpieczeństwo.Poczucie ogromu nad głową i swojego nieznaczenia. Szczególnie wówczas, gdy nic poza czystym horyzontem nie ogranicza przestrzeni widzenia. Taki świt przeżyłam na d morzem ostatnio.
Gdy ja westchnę i wypuszczę obłok powietrza, nic się zmieni. Nikogo to nie obejdzie. Ale gdy kosmos, natura odetchnie, poczuję to na swojej twarzy. I od tego mi zabraknie tchu.
Ja jestem nędznym małym stworzeniem. Natura jest wszystkim. To pozwala poczuć świt.
Pojechałam bez planu. Wiedziałam tylko, ze do Dębek. Nie miałam noclegu, transportu, niczego.Nie było mi to potrzebne.
Gdy już nacieszyłam się morzem, piachem, bezkresem akurat zrobiło się ciemno i godz 21. Pomyślałam, znajdę kwaterę, potem kupie wino i wrócę na plażę.
W jakimś maleńkim sklepiku zapytałam o stronę, w która pójść by znaleźć nocleg. Akurat przechodził stróż z ośrodka, który podrzuciła pani sprzedawczyni, zawołała go, podszedł, powiedział, a i owszem, mamy wolne miejsca, proszę tędy, miła pani.
Stróż postury mojej plus kapelusz, był już dobrze pijany.Na recepcji pogrzebał, wydobył jakieś klucze i poprowadził mnie do mojej kwatery. Na moje pytanie, a ile to będzie kosztować, bo nie mam wiele, zbywał, machał łapą, mamrotał coś tam pod nosem. Teren ośrodka wielki był, jak prawie mała wieś. Domków, zakamarków, drzewostanów w bród. Poprowadził mnie do domku za siedmioma zakrętami. Spoko domek, ale pewnie drogi, mówię. A on na to, że wyniosę się o 10 rano, to nikt się nie zorientuje, jestem sama, prześpię się, zniknę i będzie ok.
Po całym dniu niesamowietego farta ze stopem i ludźmi, których spotkałam na drodze, pomyslałam, to trwa dalej, wciąż moja szczęśliwa gwiazda świeci nad głową. Ok, no to fajnie, zostawię Panu podziękowania rano w domku, proszę zajrzeć, tymczasem dziękuję słowem. Był trochę lepki, niepokojąco, alkohol we krwi, ale grzeczny. Wrócił z posciela jeszcze i ...zaczął mi ścielic łoże.
Nie nie, ja sama, dziękuję, proszę już iść, bo tam ośrodek bez stróża. Za dużo tego dobrego.Skończył ścielić, przygładził kołdrę i jakby z żalem, że nie dostał ode mnie kasy do kieszeni, uścisnął moje ramię i pożegnał się. Nie umiem dawać pieniędzy do ręki pod stołem więc pomyślałam, kupie mu wódkę, piwo czy cos w tym stylu, zostawię rano i powinno byc ok.
Poszłam na plaże.Wszystkie jednak dojscia nad morze wiodły przez las. Ciemny i zupełnie nieprzyjazny nocą.
A noca, wiadomo, wyobraźnia budzi się do życia. A moja zaczyna szaleć.
W połowie drogi usłyszałam trzaskanie w lesie, ludzkie szybkie kroki, nie widziałam nic bo było czarno. Rozmawiałam dla otuchy z Ewa przez telefon, ale straciłam zasięg na domiar złego, a szelest coraz bliżej i bliżej mnie.Wyrwałam biegiem Nie wiem czy kiedyś biegłam tak szybko jak wtedy ( mówi się z sercem w gardle) i do tego biegłam w stronę plaży i wiedziałam, że nie w te stronę!! Przecież wracać będę musiała przez las, również!! Całe szczęście natknęłam się na wracających znad morza i dołączyłam do nich, z ulgą, z powrotem, w stronę ośrodka.
Nie wypiłam wina na plaży nocą, nie widziałam morza zasypiającego. Strach mnie obleciał, niestety, nie dałam rady. Do tego potrzebny towarzysz i kropka.
Prawdziwy strach, poczułam jednak dopiero poxniej. Pan Andrzejek, stróż, spotkał mnie po drodze i odprowadził do mojego domku. Chciał wejśc do srodka, ale pozegnałam go zdecydowanie przed drzwiami.Jeszcze papierosek na ganku domku, trochę Roguckiego, dwa łyki wina i zaczęłam zasypiac. Zasunęłam zasłonki, wzięłam prysznic i do łózka.
Nie zmrużyłam oka przez cała noc. Nigdy tak się nie bałam. Teraz, gdy to opisuje, brzmi to kompletnie irracjonalnie, ale wtedy...Nie znajde słów teraz, zresztą nie pisze powieści sensacyjnej. W każdym razie, przez cała noc miałam wrażenie, że pan Andrzejek drepcze pod oknami, widziałam jego cień na firance, jak zagląda do środka, słyszałam jego kroki pod drzwiami, słyszałam jak naciska klamkę. Ktoś go zresztą przyłapał, przegnał w pewnej chwili.Słyszałam dzwoniąca w ciemnościach ciszę i oddech pająka. Byłam mokra ze strachu i całkowicie sparaliżowana. Poważnie rozważałam opcje, żeby wysikać się do łózka, żeby tylko nie wstawać, nie naruszać tej martwej ciszy dookoła. Byłam przekonana, ze jeśli można osiwieć ze strachu, ta rano, ja będę siwa na pewno.
Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. I nie chcę tego powtarzać.
Miałam budzik nastawiony na 5, na wschód słońca chciałam zdążyć.Nie był potrzebny. Jak tylko zaczęło się przejaśniać, wzięłam prysznic, spakowałam się i uciekłam na plażę.
Dopiero tam poczułam się bezpiecznie.Tam już się z tego śmiałam. Gdzie prawda a gdzie moja wyobraźnia? Nie wiem do dzisiaj i nie dowiem się. Noc uwalnia demony.
A wschód słońca po nocy i godzinach strachu...bezcenny. Piękne chwile.
Wielki spokój. Od morza, od nieba. Że jest moc, energia, z której mogę zaczerpnąć, czerpać.Poczuć się bezpiecznie. I po prostu szczęśliwa.
A potem wykopałam sobie mały grajdołek, przykryłam się kurtka i poszłam spać. Obudziłam się o 10.
(Nigdy więcej nie spędzę nocy w miejscu, które nie budzi mojego zaufania. Nigdy. Zapamiętać!)
poniedziałek, 3 września 2012
Tymczasem chyba odespałam wyprawę.Wprawdzie od piatku jestem po 11 godz w pracy, ale noce spędzam grzecznie w łóżku (sama). I od wsunięcia sie pod kołdrę o godz 23 do 3 drzemki o 8 rano śpię zachłannie i bez odpoczynku. Dzisiaj już czułam się na tyle nieśpiąca, ze byłam na basenie (wreszcie otworzyli po przerwie technicznej) po raz 1. od 10 dni. I znowu zarywam noc.
(W trójce Mini Max i zestawienie piosenek pióra i gitary Marka Knopflera. Przyjemnie się tego słucha nocna porą, choć chyba nie jestem wielką fanką Marka. Pamiętam, że swojego czasu podobał mi sie kawalek Sailing to Philadelphia, był nowy dawno, lata temu. Teraz jestem już stara i mam zmarszczki).
W środę pojechałam stopem do Dębek. Nie chciałam jechać sama, wołałam nawet na fejsie, ale nikt, poza Anet w Portugalii, nie chciał do mnie dołączyć. Mam nadzieję, że chodziło tu o środek tygodnia, o dość spontaniczny pomysł a nie o to, ze poza Aneti w Portugalii, to nikt nie ma ochoty spędzać ze mną swojego wolnego czasu. A może i tak właśnie jest..?
Najpierw miałam jechać pociągiem do Gdańska, a potem jakoś do Dębek. Okazało się jednak, że źle popatrzyłam na godzinę, przez co mój pociąg odjechał zanim wyszłam z domu. Byłam zła na siebie. W każdym razie przez tą pomyłkę, pomyślałam sobie... Aaaa może by tak stopem?
Troche pojeździłam po Europie, ale zawsze w parze, sama nigdy. To byl pierwszy raz. Poprosiłam Anię, żeby podrzuciła mnie na rogatki, pożyczyłam mapę i ...w drogę.
Pierwszy gość zatrzymał sie po 10 min. Samochód dostawczy. Wsiadam do szoferki a tam soft porno gazetka rozłożona na siedzeniu. Nie speszył sie, nie zamknął jej, uśmiechnął i powiedział, ze jedzie tylko 15 km i skręca do Czosnowa, ale podrzuci mnie jeśli chcę. Mnie ta gazetka zaniepokoiła, myślę sobie oho, kurde, co robić? Spojrzałam mu w oczy chcąc przejrzeć jego zamiary, ale i tak już się wpakowałam z plecakiem do środka więc niejako klamka zapdła. Trzasnęłam więc drzwiami, pomyślałam, raz kozie smierć i postanowiłam go zagadać. Facet okazał się sympatyczny i jeszcze mi szukał przez radio transportu na kolejny etap.
Potem spędziłam 5 godzin z jednym człowiekiem. To jest bardzo fajne studium otwierania się na siebie, już tak po wszystkim. To jak stopniowo się rozluźnialismy podróżując razem. Na początku myślałam ( i pewnie on miał to samo)...ale wdepnęłam, co za koleś, kompletnie inna bajka, zero filingu, jak się z tego wyplątać? Rozmowa się nie kleiła. Przysypiałam. A po czasie rozmów, przystanków na siku, na papierosa, na jedzenie a to picie śpiewaliśmy razem z radiem piosenki i było nam, z chwili na chwilę, coraz fajniej. Po drodze znalazłam w nim rzeczy, dzięki którym zaczęłam go lubić. Gdybyśmy nie musieli spędzić razem tych 5 godzin pewnie nie podjęlibyśmy wysiłku, a tak, proszę bardzo. Okazuje się, ze warto rozmawiać. I robić razem coś.
O co chodzi w tym autostopie, ze tak to lubie?
Na pewno chodzi o spotkania z ludźmi. O możliwość poznania człowieka. Podniecające jest i to, ze trzeba się zdać całkowicie na przypadek, będzie to wszak podrzutek losu. Sam początek jest już ciekawy. Co więcej ten ktoś podejmuje Twoja inicjatywę. Zatrzymuje w drodze swój samochód, wykazując się chęcią i odwagą zaprasza Cie do środka. Ryzykuje, traci cenny czas. Dlaczego? Chodzi o to, że nie chce podróżować sam. Chce pogadać. Zupełnie jak Ty. I to już jest całkiem niezły ciąg dalszy.
Ostatnia para, która mnie wiozla zmieniła plany podrzucając mnie pod sama plaże w Debkach ( Dębki, nie Dąbki). Żebym zdążyła na zachód słońca. I postanowili spróbować pojeździć stopem pod wpływem moich opowieści. Interakcje. WYmiana. Wzajemna inspiracja. Czy to nie jest zajebiste?.
Zauważyłam, ze ludzie nie pytają. Ja więc pytałam. Byłam ciekawa kim są, gdzie żyją, co lubią, dokąd jadą... Dzięki temu wysłuchałam paru ciekawych i paru nudnych historii. I bywałam rozżalona ze nie mogę opowiedzieć o swoich. Wiec gadałam nie-pytana. A ludzie słuchali z zainteresowaniem. Może więc oczekiwali, ze to ja będę ich zabawiać? A może nie mieli smiałości? Albo nie byli ciekawi mnie? Na pytanie, dlaczego ludzie nie zadają pytań, można wymyślić wiele odpowiedzi. Ludzie są przeróżni. Choć i tak na końcu wychodzi, że chodzi nam zawsze o to samo.
(no proszę, na drugim mój kawałek o żeglowaniu w stronę Filadelfii). a na pierwszym...Rudiger?? a co to jest Rudiger ??)
Zeszło mi z tymi zdjęciami.Zrobiło się późno, a rano przecież wstaję do pracy.
Eddie Wedder na dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
