wróciłam, o 5 rano
w pracy jestem
potwornie zmęczona. szczęśliwa?
szczęśliwa.
na prawej kości policzkowej wciąż mam piasek :)
Przeniebieski to był czas (Rogucki, kocham cię)
piątek, 31 sierpnia 2012
wtorek, 28 sierpnia 2012
po 11 h w pracy, bez okien, bez powietrza cholera mnie bierze.
nie wysiadłam dzisiaj z autobusu tam gdzie zwykle, zachciało mi się nagle pojechać dalej
wałęsałam się po Bielanach, słuchałam radia o tym jak ludzie w Warszawie sa kreatywni i że pod mostem Śląsko-Dąbrowskim szykują przystań Miron. Przycumujesz to będziesz mógł posłuchać czytających jego nowomowę.podoba mi się pomysł
wiało tam mocno, po twarzy, po włosach. kocham wiatr, poczułam jak bardzo bardzo potrzebuję nad morze
no więc jadę. od środy mam dwa dni wolnego, a wystarczyłby jeden wieczór i tak
w takie cuda to ja nie wierzę, żeby ktoś do mnie dołączył, choć nie obraziłabym się
i byłoby to wspaniałe!
ale jak nie to i tak za bardzo za bardzo chcę, żeby nie pojechać sama
nie wysiadłam dzisiaj z autobusu tam gdzie zwykle, zachciało mi się nagle pojechać dalej
wałęsałam się po Bielanach, słuchałam radia o tym jak ludzie w Warszawie sa kreatywni i że pod mostem Śląsko-Dąbrowskim szykują przystań Miron. Przycumujesz to będziesz mógł posłuchać czytających jego nowomowę.podoba mi się pomysł
wiało tam mocno, po twarzy, po włosach. kocham wiatr, poczułam jak bardzo bardzo potrzebuję nad morze
no więc jadę. od środy mam dwa dni wolnego, a wystarczyłby jeden wieczór i tak
w takie cuda to ja nie wierzę, żeby ktoś do mnie dołączył, choć nie obraziłabym się
i byłoby to wspaniałe!
ale jak nie to i tak za bardzo za bardzo chcę, żeby nie pojechać sama
niedziela, 26 sierpnia 2012
jedno jest pewne to była sobota
tak
a po pracy wódeczka u Marka
a potem wyjście na dancing do Na Lato
i grałam pół nocy w ping ponga
i to było zajebiste
kiedy ostatni raz grałam???
na kolonii byłam chyba jakąś wicewicemistrzynią, a miałam ze dwanaście lat wtedy
i jak się okazało, wciąż daje radę:)
co tam Panie tańce
tak
a po pracy wódeczka u Marka
a potem wyjście na dancing do Na Lato
i grałam pół nocy w ping ponga
i to było zajebiste
kiedy ostatni raz grałam???
na kolonii byłam chyba jakąś wicewicemistrzynią, a miałam ze dwanaście lat wtedy
i jak się okazało, wciąż daje radę:)
co tam Panie tańce
sobota, 25 sierpnia 2012
czuje się
najedzona (jajecznica z dwóch jaj z pomidorami)
gorąca kawa rozgrzewa mnie od wewnątrz, przyjemne ciepło w żołądku, przyjemność
lekko poddenerwowana, ze nie zdążę na autobus (praca od 12)
do pracy bym nie poszła (nie chce mi się, poczytałabym, leje) ale nie mogę, poza tym dużo rzeczy mam do ogarnięcia (odpowiedzialność?) całe szczęście będę z Sebastianem, będzie wesoło
jeju muszę się szykować (panika?)
mam ochotę na seks, wielką
...
najedzona (jajecznica z dwóch jaj z pomidorami)
gorąca kawa rozgrzewa mnie od wewnątrz, przyjemne ciepło w żołądku, przyjemność
lekko poddenerwowana, ze nie zdążę na autobus (praca od 12)
do pracy bym nie poszła (nie chce mi się, poczytałabym, leje) ale nie mogę, poza tym dużo rzeczy mam do ogarnięcia (odpowiedzialność?) całe szczęście będę z Sebastianem, będzie wesoło
jeju muszę się szykować (panika?)
mam ochotę na seks, wielką
...
piątek, 24 sierpnia 2012
ale sie przytłumiłam, wytłumiłam
wpuściłam do serca jakiś paskudny zimny paraliżujący strach
...
zamiast siebie słuchać ulepiłam się z kawałków napotkanych po drodze ludzi
wpasowałam sie w cudze o mnie wyobrażenia i oczekiwania
nie czuję siebie
zablokowałam to wolą
głową
myśleniem, rozkładaniem wszystkiego na części pierwsze
to się nazwa analizowanie
pogubiłam się nie jak dziecko we mgle
pogubiłam się tak efektownie z takim dupnięciem
jak zgubić się może w chuj wielki tir
środa, 22 sierpnia 2012
to było niesamowite.niesamowite.nie sa mo wi te....
sprawiłam sobie odtwarzacz wodny, żeby mieć muzyke przy sobie gdy pływam. Czułam, że będzie magia, wrzuciłam sobie Million Dollar Hotel i Lamb i jeszcze kilka innych ppiosenek
aale to co się działo....
słów brak...
Na początku zagrał Lamb.
Woda była stała się miękka, pęcherzyki powietrza pełniejsze, wibrujące, to było bardzo przyjemne....niosło mnie to wszystko, rozgladałam sie pod wodą, przyjemnie rozluxniona, bez wysiłku płynęłam i płynęłam, płynęłam, dużo więcej bez zatrzymywania się
w ońcu bardzo się zmęczyłam, nie moglam zlapac juz tchu, myśli zwolniły, przydechły
troche poodpoczywałam, na plecach, żabką
lamb ma delikatne brzmienie, jest taki wibrujący, sączy się lagodnie, rozświetla
przycisnęłam, żeby znowu sie zmęczyć, lamb juz zaczął mnie denerwowac, stał sie plaski, bez wyrazu,
ale płynełam, znowu zmeczenie, łapczywy oddech, brak sił
i wtedy ten kawalek...
don't give up Gabriela
az potrzasnelam głową z niedowierzaniem, jak to zabrzmiało....
ooo nieee, masakra...
łagodnie mnie otoczył otulil przygarnął
płynęłam,obiecałam sobie jeszcze dwa baseny
słuchałam
prawie bez oddechu z wysiłkiem
i nagle, słuchając tej piosenki, po prostu sie rozryczałam...
z twarza pod wodą płakalam plakalam i nie moglam przestać
woda dookoła i lagodny głos zaczął mnie kołysać
poczułam sie jak małe dziecko, które któs przytula i mówi będzie dobrze, dobrze..
don't give up ... łagodnie i cierpliwe
te wszystkie moje hamulce, wszystkie zatwardziałości, to moje musze musze, dam radę, ta cała pierdolona samotność w tym zasranym mieście, to doszukiwanie sie senów na siłę w tych wszystkich rzeczach w które zabrnęłam... ten pierdolony ciężar, który taszczę ze sobą, który ktos mi wrzucił ze 25 lat temu, że musze byc najlepsza we wszystkim, dawać radę, nie odpuszczć, nie wolno zawieść, to że wmówiłam sobei, ze nic kurwa nie jest w stanie mnie zranić, ze uniose kurwa wszystko...
to, że tak trudno jest sie otworzyć, przełamać bloka w środku, to, ze cały czas tak naprwdę to chyba spierdalam przed samą sobą...
rozpadłam sie, całkowicie odpuściłam sobie
płakałam pod ta woda i płakałam
a woda mnie kołysała, głos czule i ze zrozumieniem mówił, płacz...
no reason to be ashamed
you know it's never been easy
cause I believe there's the place
there's the place where we belong
uspokajałam się powoli, to było kojące, coraz więcej spokoju...
i wtedy ...zabrzmiał Million Dollar Hotel
wow. after i jumped, it ocurred to me.
life is perfect.
life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television.
And surprises...lots of surprises... yeah.
And then there's the best stuff, of course.
Better than anything anyone ever made up,
cause it's real.
nie mogłam uwierzyć, aż sie usmiechnęłam, rozesmiałam, teraz ten kawalek...nie do wiary..
te proste słowa...tak jest...
mimo wszystko
full of magic full of suprises...oportunity
byłam już w innym świecie
ta piosenka po tym wszystkim w wodzie...magia..
czułam sie troche zmeczona
juz nie szalałam, powoli sobie płynęłam nurzałam się
czułam się błogo, nie mogłam przestac sie usmiechać
kręciłam głowa z niedowierzaniem
wypływałam prawie do końca ta ścieżkę. jest stworzona do słuchania jej w wodzie, pod wodą, nocą
jest pełna magii
jak sobie myślę...potargała mną dzisiaj muzyka
a teraz ...czuję się lekka...
sprawiłam sobie odtwarzacz wodny, żeby mieć muzyke przy sobie gdy pływam. Czułam, że będzie magia, wrzuciłam sobie Million Dollar Hotel i Lamb i jeszcze kilka innych ppiosenek
aale to co się działo....
słów brak...
Na początku zagrał Lamb.
Woda była stała się miękka, pęcherzyki powietrza pełniejsze, wibrujące, to było bardzo przyjemne....niosło mnie to wszystko, rozgladałam sie pod wodą, przyjemnie rozluxniona, bez wysiłku płynęłam i płynęłam, płynęłam, dużo więcej bez zatrzymywania się
w ońcu bardzo się zmęczyłam, nie moglam zlapac juz tchu, myśli zwolniły, przydechły
troche poodpoczywałam, na plecach, żabką
lamb ma delikatne brzmienie, jest taki wibrujący, sączy się lagodnie, rozświetla
przycisnęłam, żeby znowu sie zmęczyć, lamb juz zaczął mnie denerwowac, stał sie plaski, bez wyrazu,
ale płynełam, znowu zmeczenie, łapczywy oddech, brak sił
i wtedy ten kawalek...
don't give up Gabriela
az potrzasnelam głową z niedowierzaniem, jak to zabrzmiało....
ooo nieee, masakra...
łagodnie mnie otoczył otulil przygarnął
płynęłam,obiecałam sobie jeszcze dwa baseny
słuchałam
prawie bez oddechu z wysiłkiem
i nagle, słuchając tej piosenki, po prostu sie rozryczałam...
z twarza pod wodą płakalam plakalam i nie moglam przestać
woda dookoła i lagodny głos zaczął mnie kołysać
poczułam sie jak małe dziecko, które któs przytula i mówi będzie dobrze, dobrze..
don't give up ... łagodnie i cierpliwe
te wszystkie moje hamulce, wszystkie zatwardziałości, to moje musze musze, dam radę, ta cała pierdolona samotność w tym zasranym mieście, to doszukiwanie sie senów na siłę w tych wszystkich rzeczach w które zabrnęłam... ten pierdolony ciężar, który taszczę ze sobą, który ktos mi wrzucił ze 25 lat temu, że musze byc najlepsza we wszystkim, dawać radę, nie odpuszczć, nie wolno zawieść, to że wmówiłam sobei, ze nic kurwa nie jest w stanie mnie zranić, ze uniose kurwa wszystko...
to, że tak trudno jest sie otworzyć, przełamać bloka w środku, to, ze cały czas tak naprwdę to chyba spierdalam przed samą sobą...
rozpadłam sie, całkowicie odpuściłam sobie
płakałam pod ta woda i płakałam
a woda mnie kołysała, głos czule i ze zrozumieniem mówił, płacz...
no reason to be ashamed
you know it's never been easy
cause I believe there's the place
there's the place where we belong
uspokajałam się powoli, to było kojące, coraz więcej spokoju...
i wtedy ...zabrzmiał Million Dollar Hotel
wow. after i jumped, it ocurred to me.
life is perfect.
life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television.
And surprises...lots of surprises... yeah.
And then there's the best stuff, of course.
Better than anything anyone ever made up,
cause it's real.
nie mogłam uwierzyć, aż sie usmiechnęłam, rozesmiałam, teraz ten kawalek...nie do wiary..
te proste słowa...tak jest...
mimo wszystko
full of magic full of suprises...oportunity
byłam już w innym świecie
ta piosenka po tym wszystkim w wodzie...magia..
czułam sie troche zmeczona
juz nie szalałam, powoli sobie płynęłam nurzałam się
czułam się błogo, nie mogłam przestac sie usmiechać
kręciłam głowa z niedowierzaniem
wypływałam prawie do końca ta ścieżkę. jest stworzona do słuchania jej w wodzie, pod wodą, nocą
jest pełna magii
jak sobie myślę...potargała mną dzisiaj muzyka
a teraz ...czuję się lekka...
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
:) miałam rano głupawkę. Nie da się ukryć :)
Ale... przecież ludzie, bez względu na to ile maja lat czasem robią rzeczy kompletnie bez sensu i głupkowate po nic, bez celu, ot tak, bo mają ochotę. Jeżeli przy tym szczerze się śmieją, rozluźniają, sprawia im to przyjemność i do tego nie myślą o tym jak wyglądają i co powiedzą inni, to chyba właśnie jest to zabawa.
Niestety im więcej mają lat tym jakoś trudniej to przychodzi. Usztywniają się. Od tego co przenika im pod ubranie, a czasem i pod skórę. Co się powinno, co wypada, co trzeba, czego nie wolno, czego oczekują inni....
Fiksują się w swoich rolach. Ulegają wrażeniu, że nie wypada być niepoważnym. Że brak powagi odbiera im ogromnie ważną część wizerunku dojrzałego, dobrze prosperującego w rzeczywistości społecznej dorosłego osobnika. Ojca, żony, prezesa firmy, specjalisty. Że nie daj Boże mogą się wydać zdziecinniali. Dziwni. Nie godni zaufania. A już na pewno pod wpływem alkoholu albo narkotyków. To akurat jest kompletnie idiotyczne myślenie.
Ale prawda jest taka, że dorosły musi uważać na to gdzie się bawi, jak i zkim.. Musi dbać o reputacje swoją, swojej rodziny, musi myśleć o interesach firmy, dla której pracuje. Musi myśleć o tych, którzy mu ufają, którzy na niego liczą. Musi pamiętać o tym, żeby dawać dobry przykład dzieciom. Musi pamietać o bardzo wielu rzeczach. I oczywiście nie tylko wtedy gdy się bawi. Ciężar odpowiedzialności. Przekleństwo dorosłego.
Jak dorosły mając te wszystkie rzeczy na uwadze może się swobodnie bawić? No jak?
Czy nie dlatego dorośli tak lubią wyjeżdżać? Tam gdzie nikt ich nie rozpozna.Gdzie nie muszą sie ukrywać przed sąsiadem, klientem, podopiecznym, swoim szefem. Gdzie mogą chociaż pobyć sobą.
W podróży, na wyjeździe są usprawiedliwieni. Mają mocne alibii. Generalnie tutaj wolno im wszystko. Społeczeństwo wciąż patrzy, ale daje takie przyzwolenie. Można się nawet i bawić.
Bycie dorosłym to musi być strasznie ciężka sprawa.
(zainspirowałam się. mam to.:))
Ale... przecież ludzie, bez względu na to ile maja lat czasem robią rzeczy kompletnie bez sensu i głupkowate po nic, bez celu, ot tak, bo mają ochotę. Jeżeli przy tym szczerze się śmieją, rozluźniają, sprawia im to przyjemność i do tego nie myślą o tym jak wyglądają i co powiedzą inni, to chyba właśnie jest to zabawa.
Niestety im więcej mają lat tym jakoś trudniej to przychodzi. Usztywniają się. Od tego co przenika im pod ubranie, a czasem i pod skórę. Co się powinno, co wypada, co trzeba, czego nie wolno, czego oczekują inni....
Fiksują się w swoich rolach. Ulegają wrażeniu, że nie wypada być niepoważnym. Że brak powagi odbiera im ogromnie ważną część wizerunku dojrzałego, dobrze prosperującego w rzeczywistości społecznej dorosłego osobnika. Ojca, żony, prezesa firmy, specjalisty. Że nie daj Boże mogą się wydać zdziecinniali. Dziwni. Nie godni zaufania. A już na pewno pod wpływem alkoholu albo narkotyków. To akurat jest kompletnie idiotyczne myślenie.
Ale prawda jest taka, że dorosły musi uważać na to gdzie się bawi, jak i zkim.. Musi dbać o reputacje swoją, swojej rodziny, musi myśleć o interesach firmy, dla której pracuje. Musi myśleć o tych, którzy mu ufają, którzy na niego liczą. Musi pamiętać o tym, żeby dawać dobry przykład dzieciom. Musi pamietać o bardzo wielu rzeczach. I oczywiście nie tylko wtedy gdy się bawi. Ciężar odpowiedzialności. Przekleństwo dorosłego.
Jak dorosły mając te wszystkie rzeczy na uwadze może się swobodnie bawić? No jak?
Czy nie dlatego dorośli tak lubią wyjeżdżać? Tam gdzie nikt ich nie rozpozna.Gdzie nie muszą sie ukrywać przed sąsiadem, klientem, podopiecznym, swoim szefem. Gdzie mogą chociaż pobyć sobą.
W podróży, na wyjeździe są usprawiedliwieni. Mają mocne alibii. Generalnie tutaj wolno im wszystko. Społeczeństwo wciąż patrzy, ale daje takie przyzwolenie. Można się nawet i bawić.
Bycie dorosłym to musi być strasznie ciężka sprawa.
(zainspirowałam się. mam to.:))
a oto dokumentacja z godz 10:15.
Kobieta, 33 lata. Poniedziałkowe przedpołudnie. Dzień wolny od pracy. Po przebudzeniu czytała. Ok godz 10:00 wyszła do toalety i zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Na pralce obok zobaczyła czepek kąpielowy i okularki odłożone do wyschnięcia poprzedniej nocy. Śrubki się obluzowały...:)
Pierwszy wolny poranek od wielu wielu wielu dni. Co tam poranek, pierwszy wolny dzień.I to w poniedziałek :)
To może się wydawać dziwne, ze sama robię sobie zdjęcia w lustrze. A może nie? Nie wiem.
To nie dlatego, że uważam, ze jestem taka boska. W ogóle zresztą tak nie uważam. Ale czasem potrzeba uwiecznienia siebie, w różnych miejscach, sceneriach, nastrojach, minach jest we mnie bardzo silna. Nie wiem dlaczego, ale tak już mam.
czwartek, 16 sierpnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)