Byłam dzisiaj na zakupach.Ostatni wolny dzień przed wigilią, ostatnia możliwość kupienia prezentów. Co więcej, dwa dni ostrej zimy oscylującej przy -10 i potrzeba posiadania ciepłych butów i czapki stała się paląca.
Łażąc po tych wszystkicg sklepach, przegladając sie w witrynach sklepowych poczułam sie jak bida z nędzą. Stary płaszcz, stare rekawiczki, torba pasującą do niczego, czapka głowie z grudkami zmechaconej wełny.
A wszyscy dokoła stylowi. Mijają mnie świetne torebki zawieszone na haczykach z kobiecych przedramion, kołnierze swetrów na męskich torsach i ciężkie trepy z ćwiekami mijają a ja patrzę i zazdroszczę. I czuję jak na łeb na szyję leci w dół moja pewność siebie, jak zaczynam czuć sie brzydka, gruba, mała i kompletnie do niczego.
Zaczęłam kupowanie. Przecena, jedna czapka, druga, futerko do starej kurtki, kozaki, opaska z łańcuszkiem, bransoletka, może pierścionek? Przy bransoletce zatrzymałam się, wycofałam. Ale przecena na wiosenne płaszcze i myśl, przecież nie mam żadnego ( a naprawdę nie mam) wygrała, kupiłam. Przymierzam przed lustrem, mizdrzę się. Oo ta czapka z tym futerkiem lepiej niż tamta, a może jednak zamiast futerka lepszy byłby szal a może jednak komin? A może i to i to i to, na różne okazje, nastroje, chuje muje...Gdzie stylista?! Czy ktos na mnie patrzy jak zdecydowanie świetnie wyglądam już w nowym szlaiku? Halo!?
Spotkałam się z Pilotem, pokazałam mu wszystko nowe, co zakupiłam, ciesząc się jak dziecko, upewniając się czy fajne, czy dobrze mi? A gdy sobie poszedł, włączyłam kompa.
Mam fast diala, czyli szybki dostęp do ulubionych witryn. Pusta miska, trzeba nakarmic psa.
Jak natknęłam się na kosmatą mordę psiska smutno patrzącego w moją stronę, zrobiło mi się wstyd. Głupio. Az go przeprosiłam.
I cały mój stan wynikły z porównywania siebie z tymi style from Fashion TV w Galerii Arkadii i wszystkie pomysły powrotu i dokupienia: wymarzonych perfum, ciężkich trepów albo botków i czegoś na wigilijną kolację i śmego i owego stały się jak to, co An myśli na mój temat. Kompletnie bez znaczenia. Straciło swoją siłę. Znowu przestałam tego desperacko pragnąć.
Spojrzenie głodnego psa przywróciło mnie do pionu.
Lubię siebię za to to.
(Ale trencz na wiosnę kupiłam zajebisty :)
sobota, 22 grudnia 2012
wtorek, 18 grudnia 2012
to w tle, co biegnie, to uciekający czas.
Wrażenie, ze ja wciąż za nim w tyle niestety mam prawie każdego dnia wieczorem.
Ale żeby było jasne, wiem, ze dzieje sie tak bo nie chce mi się wstawać wcześniej niż na ostatnia chwilę. Albo, ze odkładam na później coś, co wyobrażam sobie, że zrobię przy lepszej okazji, a nastepnie zapominam. A gdy sobie przypomnę i próbuję upchać w ten czas, który mi pozostał na załatwienie wszystkich "odłozonych na potem" spraw to oczywiscie, ze troję sie i dwoję i sarkam, że "ja kurde na nic nie mam czasu".
(Systematyczności nikt nigdy mnie nie uczył. Nawet jak sama zrozumiałam, ze to przydatna umiejętność w dochodzeniu do kolejnych etapów w czymżekolwiek to i tak nauczyłam się jej tylko w małym stopniu i na krotki dystans).
Inna strona medalu jest taka, że w Warszawie głównie się pracuje. A że nie potrafie pracować na pół gwizdka i się zwyczajowo opierdalać, to wracam zmęczona. A że dodatkowo lubię swoja pracę i przejmuję się odpowiedzialnością i zależy mi na tym, żeby wszyscy byli zadowoleni no to mam co mam.Czyli brak czasu i podkrążone oczy.
Teraz powinno nastąpić zdjęcie podkrążonych oczu...może coś znajdę na dowód.
We Wrocławiu koniecznie idźcie na zupę z prażonej soczeiwcy do Masali. Aromatyczna i pachnąca, rozgrzewająca, mbiorowo-kurkumowa, pyszna.
Ja próbowałam sobie taką dzisiaj skopiować, ale mi nie całkiem wyszło, choć smacznie. Ciężko uchwycic za pierwszym razem właściwe proporcje soczewicy i wody plus brak kilku przypraw i improwizowanie z zamiennikami.
Jak mam wolny dzień to staram się gotować sobie dobre rzeczy . Głęboko wierzę w to że przyjemność i inne korzyści płynące z jedzenia rzeczy, które nam smakują i do tego sa zdrowe sa niebywałe. I na pewno do końca nie wymierzone.
( Ale na pewno są to dobre korzyści ).
Jeżeli jesteśmy tym co jemy to ja dzisiaj pysznię się bielą białka roślinnego :)
Wrażenie, ze ja wciąż za nim w tyle niestety mam prawie każdego dnia wieczorem.
Ale żeby było jasne, wiem, ze dzieje sie tak bo nie chce mi się wstawać wcześniej niż na ostatnia chwilę. Albo, ze odkładam na później coś, co wyobrażam sobie, że zrobię przy lepszej okazji, a nastepnie zapominam. A gdy sobie przypomnę i próbuję upchać w ten czas, który mi pozostał na załatwienie wszystkich "odłozonych na potem" spraw to oczywiscie, ze troję sie i dwoję i sarkam, że "ja kurde na nic nie mam czasu".
(Systematyczności nikt nigdy mnie nie uczył. Nawet jak sama zrozumiałam, ze to przydatna umiejętność w dochodzeniu do kolejnych etapów w czymżekolwiek to i tak nauczyłam się jej tylko w małym stopniu i na krotki dystans).
Inna strona medalu jest taka, że w Warszawie głównie się pracuje. A że nie potrafie pracować na pół gwizdka i się zwyczajowo opierdalać, to wracam zmęczona. A że dodatkowo lubię swoja pracę i przejmuję się odpowiedzialnością i zależy mi na tym, żeby wszyscy byli zadowoleni no to mam co mam.Czyli brak czasu i podkrążone oczy.
Teraz powinno nastąpić zdjęcie podkrążonych oczu...może coś znajdę na dowód.
We Wrocławiu koniecznie idźcie na zupę z prażonej soczeiwcy do Masali. Aromatyczna i pachnąca, rozgrzewająca, mbiorowo-kurkumowa, pyszna.
Ja próbowałam sobie taką dzisiaj skopiować, ale mi nie całkiem wyszło, choć smacznie. Ciężko uchwycic za pierwszym razem właściwe proporcje soczewicy i wody plus brak kilku przypraw i improwizowanie z zamiennikami.
Jak mam wolny dzień to staram się gotować sobie dobre rzeczy . Głęboko wierzę w to że przyjemność i inne korzyści płynące z jedzenia rzeczy, które nam smakują i do tego sa zdrowe sa niebywałe. I na pewno do końca nie wymierzone.
( Ale na pewno są to dobre korzyści ).
Jeżeli jesteśmy tym co jemy to ja dzisiaj pysznię się bielą białka roślinnego :)
poniedziałek, 15 października 2012
środa, 19 września 2012
nie będę chora, nie będę chora nie będę
nie boli mnie gardło, nie czuje się jak po butelce wina choć nie wypiłam ani kropli
nie czuje się brzydka, gruba, nieciekawa, stara i do niczego
nie oglądam wcale głupich seriali zamiast błyskotliwych filmów zrobionych przez mądrych i zdolnych twórców
nie użalam się nad sobą zamiast gwizdać na wszystko
w mojej szafie wiszą równiutko same świetnie skrojone, doskonale leżące na mnie ubrania w moich ulubionych kolorach a nie same stare szmaty, w których czuje się i wyglądam jak menel
w mojej lodówce chłodzi się na jutro doskonale odżywczy i zbilansowany obiad i produkty, z których przygotuje rano pożywne śniadanie a nie resztka masła, jogurt na dnie i zgniła sałata
w moim łóżku czeka na mnie silny, dowcipny i czuło-perwersyjny kochanek, który ma szorstkie męskie dłonie i napalonego na mnie fallusa, który doprowadzi mnie do conajmniej 3 orgazmów tej nocy a nie zakurzony stary łoś z pluszowym rogiem, którego wyciągnęłam rano zza łóżka
mam na sobie jedwabistą koszulkę nocną a nie bluzę, prujący się sweter i jakieś rajty
i nie mam czerwonego nosa a moje włosy nie przypominają wysuszonego chochoła
życie jest piękne, a ja jestem mądra i cierpliwa i zdolna a nie taka głupia, beztalencie i taka rozgorączkowana i w panice, że to wszystko nie tak być powinno jak jest
ratuunku
nie boli mnie gardło, nie czuje się jak po butelce wina choć nie wypiłam ani kropli
nie czuje się brzydka, gruba, nieciekawa, stara i do niczego
nie oglądam wcale głupich seriali zamiast błyskotliwych filmów zrobionych przez mądrych i zdolnych twórców
nie użalam się nad sobą zamiast gwizdać na wszystko
w mojej szafie wiszą równiutko same świetnie skrojone, doskonale leżące na mnie ubrania w moich ulubionych kolorach a nie same stare szmaty, w których czuje się i wyglądam jak menel
w mojej lodówce chłodzi się na jutro doskonale odżywczy i zbilansowany obiad i produkty, z których przygotuje rano pożywne śniadanie a nie resztka masła, jogurt na dnie i zgniła sałata
w moim łóżku czeka na mnie silny, dowcipny i czuło-perwersyjny kochanek, który ma szorstkie męskie dłonie i napalonego na mnie fallusa, który doprowadzi mnie do conajmniej 3 orgazmów tej nocy a nie zakurzony stary łoś z pluszowym rogiem, którego wyciągnęłam rano zza łóżka
mam na sobie jedwabistą koszulkę nocną a nie bluzę, prujący się sweter i jakieś rajty
i nie mam czerwonego nosa a moje włosy nie przypominają wysuszonego chochoła
życie jest piękne, a ja jestem mądra i cierpliwa i zdolna a nie taka głupia, beztalencie i taka rozgorączkowana i w panice, że to wszystko nie tak być powinno jak jest
ratuunku
wtorek, 18 września 2012
droga do pracy w słońcu, policzek rozpłaszczony na szybkie w półśnie
teraz już na stanowisku
krew pobudza kawa i Madness, niezmiennie od kilku dni ten sam utwór na dzień dobry.
uwielbiam
zatem,
dzień dobry:)
wszystko mi mówi, to będzie udany dzień
nauczyłam się pływać bez okularków!! udało się. choć nie powiem, białka potem są w kolorze malinowym. Jednak to, że nie zasysa mi gałek do wewnątrz czaszki, rekompensuje.
teraz już na stanowisku
krew pobudza kawa i Madness, niezmiennie od kilku dni ten sam utwór na dzień dobry.
uwielbiam
zatem,
dzień dobry:)
wszystko mi mówi, to będzie udany dzień
nauczyłam się pływać bez okularków!! udało się. choć nie powiem, białka potem są w kolorze malinowym. Jednak to, że nie zasysa mi gałek do wewnątrz czaszki, rekompensuje.
poniedziałek, 17 września 2012
Ukradli mi telefon. Albo zgubiłam. Na krótkim odcinku miedzy domem, sklepikiem osiedlowym, autobusem a pracą. Nie wiem kiedy, ani w jaki sposób. Przedziwne.
W każdym razie nie mam go.Brak telefonu. Oj jak to doskwiera. Musze szukać innych sposobów na skontaktowanie się z tymi, z którymi potrzebuję.
Całe szczęście jest facebook.
Że ja to mówię, heh..
Podobno są gdzieś jeszcze budki telefoniczne. Ale przecież i tak wszystkie numery mam zapisane w telefonie. Pamiętam kilka, ale raczej nie do wykorzystania...
Nie tylko Wrocław dobiegł do mety. Gratuluję wszystkim, którzy dali radę. Ogromny szacunek za systematyczne treningi i wytrwałość. Super. Jesteście siłaczami:)
I ja w pracy dzisiaj o 21. skończyłam swój mały maraton. Czuję się zmęczona ale też widzę ciężkiej pracy plon.Wszystko hula jak trza. Warto było.
Teraz, można chwilkę odetchnąć by...płynąć dalej.
Uczę się. Powoli.
(trzeba mi brudnych matowych dźwięków. nurek na bezdechu spowalniając puls życia w sobie dociera coraz głębiej, głębiej, poza granicę światła, w ciemność, w poza świadomość. takich dźwięków. Burial. tak właśnie.)
piątek, 14 września 2012
frustracja zawodowa spowodowana nadmiarem nadgodzin + brak półwytrawnego z poludnia Europy w monopolowym + odległość od przyjaciół, z którymi można by pogadać ( znam nasze max wiec smsy +gmailowe gdau gadu to zbyt malo) + brak pomysłu na jakakolwiek muze inną niż tę, która siedzi mi w głowie od rana, czyli Muse (już rano był niezły, a po kilku przesłuchaniach, nocą, wskoczył na poziom bardzo dobrych)
http://www.youtube.com/watch?v=YyPwcFm05Lw&feature=fvst
= a stan mimo wszystko jakiś taki, niekreślony.
obok
chodzą mi po głowie rożne inne kawałki
ale żaden z nich na dłużej dzisiaj
małe kozy
można by je nazwać kózkami
też potrzebują czasu żeby się określić
http://www.youtube.com/watch?v=YyPwcFm05Lw&feature=fvst
= a stan mimo wszystko jakiś taki, niekreślony.
obok
chodzą mi po głowie rożne inne kawałki
ale żaden z nich na dłużej dzisiaj
małe kozy
można by je nazwać kózkami
też potrzebują czasu żeby się określić
niedziela, 9 września 2012
ale to był fajoski dzień
chcę Was wszystkich mieć tak jak dzisiaj miałam Natę. Na parapecie, z zimnym piwem i cigaretem w palcach
z piosenkami, koronami z liści i słońcem w backstage'u
i buczącym miastem hen het
i niech mi ktoś kurde powie, że życie nie jest zajebiste :)
to śniadanie tutaj oo...
tez było zajebiste
chcę Was wszystkich mieć tak jak dzisiaj miałam Natę. Na parapecie, z zimnym piwem i cigaretem w palcach
z piosenkami, koronami z liści i słońcem w backstage'u
i buczącym miastem hen het
i niech mi ktoś kurde powie, że życie nie jest zajebiste :)
to śniadanie tutaj oo...
tez było zajebiste
| niebo było pełne zdumiewających chmur |
| a morze było piekielnie zimne |
| ptaszysko przeleciało |
| w Gdyni plaża brudnopiaskowa, ale piwo na koniec smakowało najlepiej na świecie. A wino potem smakowało jeszcze lepiej, bo już nie byłam sama. |
środa, 5 września 2012
Moje ulubione części doby? Świt. I noc.
Świt to niedowierzanie. Pokora, dziękczynienie, zachwyt.Spokój i bezpieczeństwo.Poczucie ogromu nad głową i swojego nieznaczenia. Szczególnie wówczas, gdy nic poza czystym horyzontem nie ogranicza przestrzeni widzenia. Taki świt przeżyłam na d morzem ostatnio.
Gdy ja westchnę i wypuszczę obłok powietrza, nic się zmieni. Nikogo to nie obejdzie. Ale gdy kosmos, natura odetchnie, poczuję to na swojej twarzy. I od tego mi zabraknie tchu.
Ja jestem nędznym małym stworzeniem. Natura jest wszystkim. To pozwala poczuć świt.
Pojechałam bez planu. Wiedziałam tylko, ze do Dębek. Nie miałam noclegu, transportu, niczego.Nie było mi to potrzebne.
Gdy już nacieszyłam się morzem, piachem, bezkresem akurat zrobiło się ciemno i godz 21. Pomyślałam, znajdę kwaterę, potem kupie wino i wrócę na plażę.
W jakimś maleńkim sklepiku zapytałam o stronę, w która pójść by znaleźć nocleg. Akurat przechodził stróż z ośrodka, który podrzuciła pani sprzedawczyni, zawołała go, podszedł, powiedział, a i owszem, mamy wolne miejsca, proszę tędy, miła pani.
Stróż postury mojej plus kapelusz, był już dobrze pijany.Na recepcji pogrzebał, wydobył jakieś klucze i poprowadził mnie do mojej kwatery. Na moje pytanie, a ile to będzie kosztować, bo nie mam wiele, zbywał, machał łapą, mamrotał coś tam pod nosem. Teren ośrodka wielki był, jak prawie mała wieś. Domków, zakamarków, drzewostanów w bród. Poprowadził mnie do domku za siedmioma zakrętami. Spoko domek, ale pewnie drogi, mówię. A on na to, że wyniosę się o 10 rano, to nikt się nie zorientuje, jestem sama, prześpię się, zniknę i będzie ok.
Po całym dniu niesamowietego farta ze stopem i ludźmi, których spotkałam na drodze, pomyslałam, to trwa dalej, wciąż moja szczęśliwa gwiazda świeci nad głową. Ok, no to fajnie, zostawię Panu podziękowania rano w domku, proszę zajrzeć, tymczasem dziękuję słowem. Był trochę lepki, niepokojąco, alkohol we krwi, ale grzeczny. Wrócił z posciela jeszcze i ...zaczął mi ścielic łoże.
Nie nie, ja sama, dziękuję, proszę już iść, bo tam ośrodek bez stróża. Za dużo tego dobrego.Skończył ścielić, przygładził kołdrę i jakby z żalem, że nie dostał ode mnie kasy do kieszeni, uścisnął moje ramię i pożegnał się. Nie umiem dawać pieniędzy do ręki pod stołem więc pomyślałam, kupie mu wódkę, piwo czy cos w tym stylu, zostawię rano i powinno byc ok.
Poszłam na plaże.Wszystkie jednak dojscia nad morze wiodły przez las. Ciemny i zupełnie nieprzyjazny nocą.
A noca, wiadomo, wyobraźnia budzi się do życia. A moja zaczyna szaleć.
W połowie drogi usłyszałam trzaskanie w lesie, ludzkie szybkie kroki, nie widziałam nic bo było czarno. Rozmawiałam dla otuchy z Ewa przez telefon, ale straciłam zasięg na domiar złego, a szelest coraz bliżej i bliżej mnie.Wyrwałam biegiem Nie wiem czy kiedyś biegłam tak szybko jak wtedy ( mówi się z sercem w gardle) i do tego biegłam w stronę plaży i wiedziałam, że nie w te stronę!! Przecież wracać będę musiała przez las, również!! Całe szczęście natknęłam się na wracających znad morza i dołączyłam do nich, z ulgą, z powrotem, w stronę ośrodka.
Nie wypiłam wina na plaży nocą, nie widziałam morza zasypiającego. Strach mnie obleciał, niestety, nie dałam rady. Do tego potrzebny towarzysz i kropka.
Prawdziwy strach, poczułam jednak dopiero poxniej. Pan Andrzejek, stróż, spotkał mnie po drodze i odprowadził do mojego domku. Chciał wejśc do srodka, ale pozegnałam go zdecydowanie przed drzwiami.Jeszcze papierosek na ganku domku, trochę Roguckiego, dwa łyki wina i zaczęłam zasypiac. Zasunęłam zasłonki, wzięłam prysznic i do łózka.
Nie zmrużyłam oka przez cała noc. Nigdy tak się nie bałam. Teraz, gdy to opisuje, brzmi to kompletnie irracjonalnie, ale wtedy...Nie znajde słów teraz, zresztą nie pisze powieści sensacyjnej. W każdym razie, przez cała noc miałam wrażenie, że pan Andrzejek drepcze pod oknami, widziałam jego cień na firance, jak zagląda do środka, słyszałam jego kroki pod drzwiami, słyszałam jak naciska klamkę. Ktoś go zresztą przyłapał, przegnał w pewnej chwili.Słyszałam dzwoniąca w ciemnościach ciszę i oddech pająka. Byłam mokra ze strachu i całkowicie sparaliżowana. Poważnie rozważałam opcje, żeby wysikać się do łózka, żeby tylko nie wstawać, nie naruszać tej martwej ciszy dookoła. Byłam przekonana, ze jeśli można osiwieć ze strachu, ta rano, ja będę siwa na pewno.
Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. I nie chcę tego powtarzać.
Miałam budzik nastawiony na 5, na wschód słońca chciałam zdążyć.Nie był potrzebny. Jak tylko zaczęło się przejaśniać, wzięłam prysznic, spakowałam się i uciekłam na plażę.
Dopiero tam poczułam się bezpiecznie.Tam już się z tego śmiałam. Gdzie prawda a gdzie moja wyobraźnia? Nie wiem do dzisiaj i nie dowiem się. Noc uwalnia demony.
A wschód słońca po nocy i godzinach strachu...bezcenny. Piękne chwile.
Wielki spokój. Od morza, od nieba. Że jest moc, energia, z której mogę zaczerpnąć, czerpać.Poczuć się bezpiecznie. I po prostu szczęśliwa.
A potem wykopałam sobie mały grajdołek, przykryłam się kurtka i poszłam spać. Obudziłam się o 10.
(Nigdy więcej nie spędzę nocy w miejscu, które nie budzi mojego zaufania. Nigdy. Zapamiętać!)
Świt to niedowierzanie. Pokora, dziękczynienie, zachwyt.Spokój i bezpieczeństwo.Poczucie ogromu nad głową i swojego nieznaczenia. Szczególnie wówczas, gdy nic poza czystym horyzontem nie ogranicza przestrzeni widzenia. Taki świt przeżyłam na d morzem ostatnio.
Gdy ja westchnę i wypuszczę obłok powietrza, nic się zmieni. Nikogo to nie obejdzie. Ale gdy kosmos, natura odetchnie, poczuję to na swojej twarzy. I od tego mi zabraknie tchu.
Ja jestem nędznym małym stworzeniem. Natura jest wszystkim. To pozwala poczuć świt.
Pojechałam bez planu. Wiedziałam tylko, ze do Dębek. Nie miałam noclegu, transportu, niczego.Nie było mi to potrzebne.
Gdy już nacieszyłam się morzem, piachem, bezkresem akurat zrobiło się ciemno i godz 21. Pomyślałam, znajdę kwaterę, potem kupie wino i wrócę na plażę.
W jakimś maleńkim sklepiku zapytałam o stronę, w która pójść by znaleźć nocleg. Akurat przechodził stróż z ośrodka, który podrzuciła pani sprzedawczyni, zawołała go, podszedł, powiedział, a i owszem, mamy wolne miejsca, proszę tędy, miła pani.
Stróż postury mojej plus kapelusz, był już dobrze pijany.Na recepcji pogrzebał, wydobył jakieś klucze i poprowadził mnie do mojej kwatery. Na moje pytanie, a ile to będzie kosztować, bo nie mam wiele, zbywał, machał łapą, mamrotał coś tam pod nosem. Teren ośrodka wielki był, jak prawie mała wieś. Domków, zakamarków, drzewostanów w bród. Poprowadził mnie do domku za siedmioma zakrętami. Spoko domek, ale pewnie drogi, mówię. A on na to, że wyniosę się o 10 rano, to nikt się nie zorientuje, jestem sama, prześpię się, zniknę i będzie ok.
Po całym dniu niesamowietego farta ze stopem i ludźmi, których spotkałam na drodze, pomyslałam, to trwa dalej, wciąż moja szczęśliwa gwiazda świeci nad głową. Ok, no to fajnie, zostawię Panu podziękowania rano w domku, proszę zajrzeć, tymczasem dziękuję słowem. Był trochę lepki, niepokojąco, alkohol we krwi, ale grzeczny. Wrócił z posciela jeszcze i ...zaczął mi ścielic łoże.
Nie nie, ja sama, dziękuję, proszę już iść, bo tam ośrodek bez stróża. Za dużo tego dobrego.Skończył ścielić, przygładził kołdrę i jakby z żalem, że nie dostał ode mnie kasy do kieszeni, uścisnął moje ramię i pożegnał się. Nie umiem dawać pieniędzy do ręki pod stołem więc pomyślałam, kupie mu wódkę, piwo czy cos w tym stylu, zostawię rano i powinno byc ok.
Poszłam na plaże.Wszystkie jednak dojscia nad morze wiodły przez las. Ciemny i zupełnie nieprzyjazny nocą.
A noca, wiadomo, wyobraźnia budzi się do życia. A moja zaczyna szaleć.
W połowie drogi usłyszałam trzaskanie w lesie, ludzkie szybkie kroki, nie widziałam nic bo było czarno. Rozmawiałam dla otuchy z Ewa przez telefon, ale straciłam zasięg na domiar złego, a szelest coraz bliżej i bliżej mnie.Wyrwałam biegiem Nie wiem czy kiedyś biegłam tak szybko jak wtedy ( mówi się z sercem w gardle) i do tego biegłam w stronę plaży i wiedziałam, że nie w te stronę!! Przecież wracać będę musiała przez las, również!! Całe szczęście natknęłam się na wracających znad morza i dołączyłam do nich, z ulgą, z powrotem, w stronę ośrodka.
Nie wypiłam wina na plaży nocą, nie widziałam morza zasypiającego. Strach mnie obleciał, niestety, nie dałam rady. Do tego potrzebny towarzysz i kropka.
Prawdziwy strach, poczułam jednak dopiero poxniej. Pan Andrzejek, stróż, spotkał mnie po drodze i odprowadził do mojego domku. Chciał wejśc do srodka, ale pozegnałam go zdecydowanie przed drzwiami.Jeszcze papierosek na ganku domku, trochę Roguckiego, dwa łyki wina i zaczęłam zasypiac. Zasunęłam zasłonki, wzięłam prysznic i do łózka.
Nie zmrużyłam oka przez cała noc. Nigdy tak się nie bałam. Teraz, gdy to opisuje, brzmi to kompletnie irracjonalnie, ale wtedy...Nie znajde słów teraz, zresztą nie pisze powieści sensacyjnej. W każdym razie, przez cała noc miałam wrażenie, że pan Andrzejek drepcze pod oknami, widziałam jego cień na firance, jak zagląda do środka, słyszałam jego kroki pod drzwiami, słyszałam jak naciska klamkę. Ktoś go zresztą przyłapał, przegnał w pewnej chwili.Słyszałam dzwoniąca w ciemnościach ciszę i oddech pająka. Byłam mokra ze strachu i całkowicie sparaliżowana. Poważnie rozważałam opcje, żeby wysikać się do łózka, żeby tylko nie wstawać, nie naruszać tej martwej ciszy dookoła. Byłam przekonana, ze jeśli można osiwieć ze strachu, ta rano, ja będę siwa na pewno.
Nigdy czegoś takiego nie przeżyłam. I nie chcę tego powtarzać.
Miałam budzik nastawiony na 5, na wschód słońca chciałam zdążyć.Nie był potrzebny. Jak tylko zaczęło się przejaśniać, wzięłam prysznic, spakowałam się i uciekłam na plażę.
Dopiero tam poczułam się bezpiecznie.Tam już się z tego śmiałam. Gdzie prawda a gdzie moja wyobraźnia? Nie wiem do dzisiaj i nie dowiem się. Noc uwalnia demony.
A wschód słońca po nocy i godzinach strachu...bezcenny. Piękne chwile.
Wielki spokój. Od morza, od nieba. Że jest moc, energia, z której mogę zaczerpnąć, czerpać.Poczuć się bezpiecznie. I po prostu szczęśliwa.
A potem wykopałam sobie mały grajdołek, przykryłam się kurtka i poszłam spać. Obudziłam się o 10.
(Nigdy więcej nie spędzę nocy w miejscu, które nie budzi mojego zaufania. Nigdy. Zapamiętać!)
poniedziałek, 3 września 2012
Tymczasem chyba odespałam wyprawę.Wprawdzie od piatku jestem po 11 godz w pracy, ale noce spędzam grzecznie w łóżku (sama). I od wsunięcia sie pod kołdrę o godz 23 do 3 drzemki o 8 rano śpię zachłannie i bez odpoczynku. Dzisiaj już czułam się na tyle nieśpiąca, ze byłam na basenie (wreszcie otworzyli po przerwie technicznej) po raz 1. od 10 dni. I znowu zarywam noc.
(W trójce Mini Max i zestawienie piosenek pióra i gitary Marka Knopflera. Przyjemnie się tego słucha nocna porą, choć chyba nie jestem wielką fanką Marka. Pamiętam, że swojego czasu podobał mi sie kawalek Sailing to Philadelphia, był nowy dawno, lata temu. Teraz jestem już stara i mam zmarszczki).
W środę pojechałam stopem do Dębek. Nie chciałam jechać sama, wołałam nawet na fejsie, ale nikt, poza Anet w Portugalii, nie chciał do mnie dołączyć. Mam nadzieję, że chodziło tu o środek tygodnia, o dość spontaniczny pomysł a nie o to, ze poza Aneti w Portugalii, to nikt nie ma ochoty spędzać ze mną swojego wolnego czasu. A może i tak właśnie jest..?
Najpierw miałam jechać pociągiem do Gdańska, a potem jakoś do Dębek. Okazało się jednak, że źle popatrzyłam na godzinę, przez co mój pociąg odjechał zanim wyszłam z domu. Byłam zła na siebie. W każdym razie przez tą pomyłkę, pomyślałam sobie... Aaaa może by tak stopem?
Troche pojeździłam po Europie, ale zawsze w parze, sama nigdy. To byl pierwszy raz. Poprosiłam Anię, żeby podrzuciła mnie na rogatki, pożyczyłam mapę i ...w drogę.
Pierwszy gość zatrzymał sie po 10 min. Samochód dostawczy. Wsiadam do szoferki a tam soft porno gazetka rozłożona na siedzeniu. Nie speszył sie, nie zamknął jej, uśmiechnął i powiedział, ze jedzie tylko 15 km i skręca do Czosnowa, ale podrzuci mnie jeśli chcę. Mnie ta gazetka zaniepokoiła, myślę sobie oho, kurde, co robić? Spojrzałam mu w oczy chcąc przejrzeć jego zamiary, ale i tak już się wpakowałam z plecakiem do środka więc niejako klamka zapdła. Trzasnęłam więc drzwiami, pomyślałam, raz kozie smierć i postanowiłam go zagadać. Facet okazał się sympatyczny i jeszcze mi szukał przez radio transportu na kolejny etap.
Potem spędziłam 5 godzin z jednym człowiekiem. To jest bardzo fajne studium otwierania się na siebie, już tak po wszystkim. To jak stopniowo się rozluźnialismy podróżując razem. Na początku myślałam ( i pewnie on miał to samo)...ale wdepnęłam, co za koleś, kompletnie inna bajka, zero filingu, jak się z tego wyplątać? Rozmowa się nie kleiła. Przysypiałam. A po czasie rozmów, przystanków na siku, na papierosa, na jedzenie a to picie śpiewaliśmy razem z radiem piosenki i było nam, z chwili na chwilę, coraz fajniej. Po drodze znalazłam w nim rzeczy, dzięki którym zaczęłam go lubić. Gdybyśmy nie musieli spędzić razem tych 5 godzin pewnie nie podjęlibyśmy wysiłku, a tak, proszę bardzo. Okazuje się, ze warto rozmawiać. I robić razem coś.
O co chodzi w tym autostopie, ze tak to lubie?
Na pewno chodzi o spotkania z ludźmi. O możliwość poznania człowieka. Podniecające jest i to, ze trzeba się zdać całkowicie na przypadek, będzie to wszak podrzutek losu. Sam początek jest już ciekawy. Co więcej ten ktoś podejmuje Twoja inicjatywę. Zatrzymuje w drodze swój samochód, wykazując się chęcią i odwagą zaprasza Cie do środka. Ryzykuje, traci cenny czas. Dlaczego? Chodzi o to, że nie chce podróżować sam. Chce pogadać. Zupełnie jak Ty. I to już jest całkiem niezły ciąg dalszy.
Ostatnia para, która mnie wiozla zmieniła plany podrzucając mnie pod sama plaże w Debkach ( Dębki, nie Dąbki). Żebym zdążyła na zachód słońca. I postanowili spróbować pojeździć stopem pod wpływem moich opowieści. Interakcje. WYmiana. Wzajemna inspiracja. Czy to nie jest zajebiste?.
Zauważyłam, ze ludzie nie pytają. Ja więc pytałam. Byłam ciekawa kim są, gdzie żyją, co lubią, dokąd jadą... Dzięki temu wysłuchałam paru ciekawych i paru nudnych historii. I bywałam rozżalona ze nie mogę opowiedzieć o swoich. Wiec gadałam nie-pytana. A ludzie słuchali z zainteresowaniem. Może więc oczekiwali, ze to ja będę ich zabawiać? A może nie mieli smiałości? Albo nie byli ciekawi mnie? Na pytanie, dlaczego ludzie nie zadają pytań, można wymyślić wiele odpowiedzi. Ludzie są przeróżni. Choć i tak na końcu wychodzi, że chodzi nam zawsze o to samo.
(no proszę, na drugim mój kawałek o żeglowaniu w stronę Filadelfii). a na pierwszym...Rudiger?? a co to jest Rudiger ??)
Zeszło mi z tymi zdjęciami.Zrobiło się późno, a rano przecież wstaję do pracy.
Eddie Wedder na dobranoc.
piątek, 31 sierpnia 2012
wtorek, 28 sierpnia 2012
po 11 h w pracy, bez okien, bez powietrza cholera mnie bierze.
nie wysiadłam dzisiaj z autobusu tam gdzie zwykle, zachciało mi się nagle pojechać dalej
wałęsałam się po Bielanach, słuchałam radia o tym jak ludzie w Warszawie sa kreatywni i że pod mostem Śląsko-Dąbrowskim szykują przystań Miron. Przycumujesz to będziesz mógł posłuchać czytających jego nowomowę.podoba mi się pomysł
wiało tam mocno, po twarzy, po włosach. kocham wiatr, poczułam jak bardzo bardzo potrzebuję nad morze
no więc jadę. od środy mam dwa dni wolnego, a wystarczyłby jeden wieczór i tak
w takie cuda to ja nie wierzę, żeby ktoś do mnie dołączył, choć nie obraziłabym się
i byłoby to wspaniałe!
ale jak nie to i tak za bardzo za bardzo chcę, żeby nie pojechać sama
nie wysiadłam dzisiaj z autobusu tam gdzie zwykle, zachciało mi się nagle pojechać dalej
wałęsałam się po Bielanach, słuchałam radia o tym jak ludzie w Warszawie sa kreatywni i że pod mostem Śląsko-Dąbrowskim szykują przystań Miron. Przycumujesz to będziesz mógł posłuchać czytających jego nowomowę.podoba mi się pomysł
wiało tam mocno, po twarzy, po włosach. kocham wiatr, poczułam jak bardzo bardzo potrzebuję nad morze
no więc jadę. od środy mam dwa dni wolnego, a wystarczyłby jeden wieczór i tak
w takie cuda to ja nie wierzę, żeby ktoś do mnie dołączył, choć nie obraziłabym się
i byłoby to wspaniałe!
ale jak nie to i tak za bardzo za bardzo chcę, żeby nie pojechać sama
niedziela, 26 sierpnia 2012
jedno jest pewne to była sobota
tak
a po pracy wódeczka u Marka
a potem wyjście na dancing do Na Lato
i grałam pół nocy w ping ponga
i to było zajebiste
kiedy ostatni raz grałam???
na kolonii byłam chyba jakąś wicewicemistrzynią, a miałam ze dwanaście lat wtedy
i jak się okazało, wciąż daje radę:)
co tam Panie tańce
tak
a po pracy wódeczka u Marka
a potem wyjście na dancing do Na Lato
i grałam pół nocy w ping ponga
i to było zajebiste
kiedy ostatni raz grałam???
na kolonii byłam chyba jakąś wicewicemistrzynią, a miałam ze dwanaście lat wtedy
i jak się okazało, wciąż daje radę:)
co tam Panie tańce
sobota, 25 sierpnia 2012
czuje się
najedzona (jajecznica z dwóch jaj z pomidorami)
gorąca kawa rozgrzewa mnie od wewnątrz, przyjemne ciepło w żołądku, przyjemność
lekko poddenerwowana, ze nie zdążę na autobus (praca od 12)
do pracy bym nie poszła (nie chce mi się, poczytałabym, leje) ale nie mogę, poza tym dużo rzeczy mam do ogarnięcia (odpowiedzialność?) całe szczęście będę z Sebastianem, będzie wesoło
jeju muszę się szykować (panika?)
mam ochotę na seks, wielką
...
najedzona (jajecznica z dwóch jaj z pomidorami)
gorąca kawa rozgrzewa mnie od wewnątrz, przyjemne ciepło w żołądku, przyjemność
lekko poddenerwowana, ze nie zdążę na autobus (praca od 12)
do pracy bym nie poszła (nie chce mi się, poczytałabym, leje) ale nie mogę, poza tym dużo rzeczy mam do ogarnięcia (odpowiedzialność?) całe szczęście będę z Sebastianem, będzie wesoło
jeju muszę się szykować (panika?)
mam ochotę na seks, wielką
...
piątek, 24 sierpnia 2012
ale sie przytłumiłam, wytłumiłam
wpuściłam do serca jakiś paskudny zimny paraliżujący strach
...
zamiast siebie słuchać ulepiłam się z kawałków napotkanych po drodze ludzi
wpasowałam sie w cudze o mnie wyobrażenia i oczekiwania
nie czuję siebie
zablokowałam to wolą
głową
myśleniem, rozkładaniem wszystkiego na części pierwsze
to się nazwa analizowanie
pogubiłam się nie jak dziecko we mgle
pogubiłam się tak efektownie z takim dupnięciem
jak zgubić się może w chuj wielki tir
środa, 22 sierpnia 2012
to było niesamowite.niesamowite.nie sa mo wi te....
sprawiłam sobie odtwarzacz wodny, żeby mieć muzyke przy sobie gdy pływam. Czułam, że będzie magia, wrzuciłam sobie Million Dollar Hotel i Lamb i jeszcze kilka innych ppiosenek
aale to co się działo....
słów brak...
Na początku zagrał Lamb.
Woda była stała się miękka, pęcherzyki powietrza pełniejsze, wibrujące, to było bardzo przyjemne....niosło mnie to wszystko, rozgladałam sie pod wodą, przyjemnie rozluxniona, bez wysiłku płynęłam i płynęłam, płynęłam, dużo więcej bez zatrzymywania się
w ońcu bardzo się zmęczyłam, nie moglam zlapac juz tchu, myśli zwolniły, przydechły
troche poodpoczywałam, na plecach, żabką
lamb ma delikatne brzmienie, jest taki wibrujący, sączy się lagodnie, rozświetla
przycisnęłam, żeby znowu sie zmęczyć, lamb juz zaczął mnie denerwowac, stał sie plaski, bez wyrazu,
ale płynełam, znowu zmeczenie, łapczywy oddech, brak sił
i wtedy ten kawalek...
don't give up Gabriela
az potrzasnelam głową z niedowierzaniem, jak to zabrzmiało....
ooo nieee, masakra...
łagodnie mnie otoczył otulil przygarnął
płynęłam,obiecałam sobie jeszcze dwa baseny
słuchałam
prawie bez oddechu z wysiłkiem
i nagle, słuchając tej piosenki, po prostu sie rozryczałam...
z twarza pod wodą płakalam plakalam i nie moglam przestać
woda dookoła i lagodny głos zaczął mnie kołysać
poczułam sie jak małe dziecko, które któs przytula i mówi będzie dobrze, dobrze..
don't give up ... łagodnie i cierpliwe
te wszystkie moje hamulce, wszystkie zatwardziałości, to moje musze musze, dam radę, ta cała pierdolona samotność w tym zasranym mieście, to doszukiwanie sie senów na siłę w tych wszystkich rzeczach w które zabrnęłam... ten pierdolony ciężar, który taszczę ze sobą, który ktos mi wrzucił ze 25 lat temu, że musze byc najlepsza we wszystkim, dawać radę, nie odpuszczć, nie wolno zawieść, to że wmówiłam sobei, ze nic kurwa nie jest w stanie mnie zranić, ze uniose kurwa wszystko...
to, że tak trudno jest sie otworzyć, przełamać bloka w środku, to, ze cały czas tak naprwdę to chyba spierdalam przed samą sobą...
rozpadłam sie, całkowicie odpuściłam sobie
płakałam pod ta woda i płakałam
a woda mnie kołysała, głos czule i ze zrozumieniem mówił, płacz...
no reason to be ashamed
you know it's never been easy
cause I believe there's the place
there's the place where we belong
uspokajałam się powoli, to było kojące, coraz więcej spokoju...
i wtedy ...zabrzmiał Million Dollar Hotel
wow. after i jumped, it ocurred to me.
life is perfect.
life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television.
And surprises...lots of surprises... yeah.
And then there's the best stuff, of course.
Better than anything anyone ever made up,
cause it's real.
nie mogłam uwierzyć, aż sie usmiechnęłam, rozesmiałam, teraz ten kawalek...nie do wiary..
te proste słowa...tak jest...
mimo wszystko
full of magic full of suprises...oportunity
byłam już w innym świecie
ta piosenka po tym wszystkim w wodzie...magia..
czułam sie troche zmeczona
juz nie szalałam, powoli sobie płynęłam nurzałam się
czułam się błogo, nie mogłam przestac sie usmiechać
kręciłam głowa z niedowierzaniem
wypływałam prawie do końca ta ścieżkę. jest stworzona do słuchania jej w wodzie, pod wodą, nocą
jest pełna magii
jak sobie myślę...potargała mną dzisiaj muzyka
a teraz ...czuję się lekka...
sprawiłam sobie odtwarzacz wodny, żeby mieć muzyke przy sobie gdy pływam. Czułam, że będzie magia, wrzuciłam sobie Million Dollar Hotel i Lamb i jeszcze kilka innych ppiosenek
aale to co się działo....
słów brak...
Na początku zagrał Lamb.
Woda była stała się miękka, pęcherzyki powietrza pełniejsze, wibrujące, to było bardzo przyjemne....niosło mnie to wszystko, rozgladałam sie pod wodą, przyjemnie rozluxniona, bez wysiłku płynęłam i płynęłam, płynęłam, dużo więcej bez zatrzymywania się
w ońcu bardzo się zmęczyłam, nie moglam zlapac juz tchu, myśli zwolniły, przydechły
troche poodpoczywałam, na plecach, żabką
lamb ma delikatne brzmienie, jest taki wibrujący, sączy się lagodnie, rozświetla
przycisnęłam, żeby znowu sie zmęczyć, lamb juz zaczął mnie denerwowac, stał sie plaski, bez wyrazu,
ale płynełam, znowu zmeczenie, łapczywy oddech, brak sił
i wtedy ten kawalek...
don't give up Gabriela
az potrzasnelam głową z niedowierzaniem, jak to zabrzmiało....
ooo nieee, masakra...
łagodnie mnie otoczył otulil przygarnął
płynęłam,obiecałam sobie jeszcze dwa baseny
słuchałam
prawie bez oddechu z wysiłkiem
i nagle, słuchając tej piosenki, po prostu sie rozryczałam...
z twarza pod wodą płakalam plakalam i nie moglam przestać
woda dookoła i lagodny głos zaczął mnie kołysać
poczułam sie jak małe dziecko, które któs przytula i mówi będzie dobrze, dobrze..
don't give up ... łagodnie i cierpliwe
te wszystkie moje hamulce, wszystkie zatwardziałości, to moje musze musze, dam radę, ta cała pierdolona samotność w tym zasranym mieście, to doszukiwanie sie senów na siłę w tych wszystkich rzeczach w które zabrnęłam... ten pierdolony ciężar, który taszczę ze sobą, który ktos mi wrzucił ze 25 lat temu, że musze byc najlepsza we wszystkim, dawać radę, nie odpuszczć, nie wolno zawieść, to że wmówiłam sobei, ze nic kurwa nie jest w stanie mnie zranić, ze uniose kurwa wszystko...
to, że tak trudno jest sie otworzyć, przełamać bloka w środku, to, ze cały czas tak naprwdę to chyba spierdalam przed samą sobą...
rozpadłam sie, całkowicie odpuściłam sobie
płakałam pod ta woda i płakałam
a woda mnie kołysała, głos czule i ze zrozumieniem mówił, płacz...
no reason to be ashamed
you know it's never been easy
cause I believe there's the place
there's the place where we belong
uspokajałam się powoli, to było kojące, coraz więcej spokoju...
i wtedy ...zabrzmiał Million Dollar Hotel
wow. after i jumped, it ocurred to me.
life is perfect.
life is the best, full of magic, beauty, opportunity, and television.
And surprises...lots of surprises... yeah.
And then there's the best stuff, of course.
Better than anything anyone ever made up,
cause it's real.
nie mogłam uwierzyć, aż sie usmiechnęłam, rozesmiałam, teraz ten kawalek...nie do wiary..
te proste słowa...tak jest...
mimo wszystko
full of magic full of suprises...oportunity
byłam już w innym świecie
ta piosenka po tym wszystkim w wodzie...magia..
czułam sie troche zmeczona
juz nie szalałam, powoli sobie płynęłam nurzałam się
czułam się błogo, nie mogłam przestac sie usmiechać
kręciłam głowa z niedowierzaniem
wypływałam prawie do końca ta ścieżkę. jest stworzona do słuchania jej w wodzie, pod wodą, nocą
jest pełna magii
jak sobie myślę...potargała mną dzisiaj muzyka
a teraz ...czuję się lekka...
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
:) miałam rano głupawkę. Nie da się ukryć :)
Ale... przecież ludzie, bez względu na to ile maja lat czasem robią rzeczy kompletnie bez sensu i głupkowate po nic, bez celu, ot tak, bo mają ochotę. Jeżeli przy tym szczerze się śmieją, rozluźniają, sprawia im to przyjemność i do tego nie myślą o tym jak wyglądają i co powiedzą inni, to chyba właśnie jest to zabawa.
Niestety im więcej mają lat tym jakoś trudniej to przychodzi. Usztywniają się. Od tego co przenika im pod ubranie, a czasem i pod skórę. Co się powinno, co wypada, co trzeba, czego nie wolno, czego oczekują inni....
Fiksują się w swoich rolach. Ulegają wrażeniu, że nie wypada być niepoważnym. Że brak powagi odbiera im ogromnie ważną część wizerunku dojrzałego, dobrze prosperującego w rzeczywistości społecznej dorosłego osobnika. Ojca, żony, prezesa firmy, specjalisty. Że nie daj Boże mogą się wydać zdziecinniali. Dziwni. Nie godni zaufania. A już na pewno pod wpływem alkoholu albo narkotyków. To akurat jest kompletnie idiotyczne myślenie.
Ale prawda jest taka, że dorosły musi uważać na to gdzie się bawi, jak i zkim.. Musi dbać o reputacje swoją, swojej rodziny, musi myśleć o interesach firmy, dla której pracuje. Musi myśleć o tych, którzy mu ufają, którzy na niego liczą. Musi pamiętać o tym, żeby dawać dobry przykład dzieciom. Musi pamietać o bardzo wielu rzeczach. I oczywiście nie tylko wtedy gdy się bawi. Ciężar odpowiedzialności. Przekleństwo dorosłego.
Jak dorosły mając te wszystkie rzeczy na uwadze może się swobodnie bawić? No jak?
Czy nie dlatego dorośli tak lubią wyjeżdżać? Tam gdzie nikt ich nie rozpozna.Gdzie nie muszą sie ukrywać przed sąsiadem, klientem, podopiecznym, swoim szefem. Gdzie mogą chociaż pobyć sobą.
W podróży, na wyjeździe są usprawiedliwieni. Mają mocne alibii. Generalnie tutaj wolno im wszystko. Społeczeństwo wciąż patrzy, ale daje takie przyzwolenie. Można się nawet i bawić.
Bycie dorosłym to musi być strasznie ciężka sprawa.
(zainspirowałam się. mam to.:))
Ale... przecież ludzie, bez względu na to ile maja lat czasem robią rzeczy kompletnie bez sensu i głupkowate po nic, bez celu, ot tak, bo mają ochotę. Jeżeli przy tym szczerze się śmieją, rozluźniają, sprawia im to przyjemność i do tego nie myślą o tym jak wyglądają i co powiedzą inni, to chyba właśnie jest to zabawa.
Niestety im więcej mają lat tym jakoś trudniej to przychodzi. Usztywniają się. Od tego co przenika im pod ubranie, a czasem i pod skórę. Co się powinno, co wypada, co trzeba, czego nie wolno, czego oczekują inni....
Fiksują się w swoich rolach. Ulegają wrażeniu, że nie wypada być niepoważnym. Że brak powagi odbiera im ogromnie ważną część wizerunku dojrzałego, dobrze prosperującego w rzeczywistości społecznej dorosłego osobnika. Ojca, żony, prezesa firmy, specjalisty. Że nie daj Boże mogą się wydać zdziecinniali. Dziwni. Nie godni zaufania. A już na pewno pod wpływem alkoholu albo narkotyków. To akurat jest kompletnie idiotyczne myślenie.
Ale prawda jest taka, że dorosły musi uważać na to gdzie się bawi, jak i zkim.. Musi dbać o reputacje swoją, swojej rodziny, musi myśleć o interesach firmy, dla której pracuje. Musi myśleć o tych, którzy mu ufają, którzy na niego liczą. Musi pamiętać o tym, żeby dawać dobry przykład dzieciom. Musi pamietać o bardzo wielu rzeczach. I oczywiście nie tylko wtedy gdy się bawi. Ciężar odpowiedzialności. Przekleństwo dorosłego.
Jak dorosły mając te wszystkie rzeczy na uwadze może się swobodnie bawić? No jak?
Czy nie dlatego dorośli tak lubią wyjeżdżać? Tam gdzie nikt ich nie rozpozna.Gdzie nie muszą sie ukrywać przed sąsiadem, klientem, podopiecznym, swoim szefem. Gdzie mogą chociaż pobyć sobą.
W podróży, na wyjeździe są usprawiedliwieni. Mają mocne alibii. Generalnie tutaj wolno im wszystko. Społeczeństwo wciąż patrzy, ale daje takie przyzwolenie. Można się nawet i bawić.
Bycie dorosłym to musi być strasznie ciężka sprawa.
(zainspirowałam się. mam to.:))
a oto dokumentacja z godz 10:15.
Kobieta, 33 lata. Poniedziałkowe przedpołudnie. Dzień wolny od pracy. Po przebudzeniu czytała. Ok godz 10:00 wyszła do toalety i zobaczyła swoje odbicie w lustrze. Na pralce obok zobaczyła czepek kąpielowy i okularki odłożone do wyschnięcia poprzedniej nocy. Śrubki się obluzowały...:)
Pierwszy wolny poranek od wielu wielu wielu dni. Co tam poranek, pierwszy wolny dzień.I to w poniedziałek :)
To może się wydawać dziwne, ze sama robię sobie zdjęcia w lustrze. A może nie? Nie wiem.
To nie dlatego, że uważam, ze jestem taka boska. W ogóle zresztą tak nie uważam. Ale czasem potrzeba uwiecznienia siebie, w różnych miejscach, sceneriach, nastrojach, minach jest we mnie bardzo silna. Nie wiem dlaczego, ale tak już mam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
