Jestem mocno wkurwiona na życie. I nie mogę spać.
Intuicja? czucie? Wewnętrzny GPS, który wskazuje jaka droga najlepsza by dotrzeć do celu?
A może po prostu najkrótsza? A może ten cel dalej niż dzisiaj mi się wydaje?
Głowa z reguły tłumi, racjonalizuje, wynajduje argumenty, potrzebuje rozkmin. A intuicja? Nie pytaj czemu, wchodzisz w to maleńka. Nie musimy o niczym wiedzieć, po prostu dajesz. Kosmicznie, irracjonalnie, podskórnie czujesz, ze to jest to. Że to jest dobre.
I jeszcze jest coś innego, chcenie, by wejść, by spróbować, bo chcesz, bo pragniesz czegoś, mocno, bardzo, choc nie czujesz, ze to jest dobre do końca, w sumie tylko po to, żeby nie zostać z frustrującym poczuciem, ze się nie spróbowało, ze szansa na coś, do końca nie wiadomo na co, umknęła, bezpowrotnie.
Niby wydaje mi sie, że czuję tę różnicę.Ale, kurwa, to nie jest do końca czytelne.
Tak czy owak, że w tych momentach gdy czuje, że warto, to robię to. Bo gdy ucieknę i chcenie zgniotę jak meszkę, to wróci i zapyta, a może było warto?
Wchodząc , przynajmniej wiem jak to jest.byc w środku.
A przecież nic tak nie daje poczucia sensu jak to że wypełniasz swój czas swoimi śladami, jak to, ze idziesz za głosem, który mówi Ci tak, tego chcę, jak nic innego na świecie.
A może jednak trzeba wsłuchać się tez w głos dobiegający z drugiego planu. Jakoś tak wypośrodkować. Pogodzić. Nie od razu przeskakiwać z dachu na dach..Być ostrożniejszą..
Nie umiem.Nie potrafię. Zaczynam płynąć.
Ja pierdolę.
Doświadczanie boli.
Dorabiam sobie własny sens.Boli, ale daje poczucie, że sama wypełniam swój czas. Może i go pierdolę. Może i marnotrawię. Pewnie można by lepiej. Efektywniej. Bardziej ukierunkowanie. Gdybym potrafiła byłoby super. Ale kurwa, nie umiem, nie nauczono mnie. Więc wierze, że ważne jest to by słuchać siebie. Pisać swój skrypt uczciwie, we własnym tempie.
A może przyjdzie taki czas, że zacznę intuicyjnie unikać sytuacji, które prowadza do rozczarowań i bólu?
Czy jest to możliwe?
A może to tylko łud szczęścia? Znaleźć się we właściwym czasie we właściwym miejscu?
Życie, miłość to loteria. Po pierwsze musisz zainwestować, bez tego wypadasz z gry. Podejmując ryzyko, tylko tak, wychodząc ze swojego zajebiście uroczo bezpiecznego constans można coś odkryć, spotkać coś co nas zmieni.Dać szanse by zadział się cud. Tak myślę. Myślałam?
A może ja się właśnie mylę?
Może należy się uzbroić w cierpliwość? Nie wykonywać żadnych ruchów. Poddać się. Going with the flow..
Ale właśnie. Ostatnie dni, poddałam się biegowi zdarzeń. Bez wysiłku. Samo mnie spotkało. Popłynęłam.
I co?
Dupa. czarna, blada, wąska, na przemian. Nie wiem nic. Jestem dzisiaj strasznie pogubiona. Zostawiam to, pierdolę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz