Jak piątkowy wieczór spędza Niepokorny Przybysz z Zachodniego Południa, Niestrudzony Zdobywca Stolicy, Człowiek Wilk i Puma w jednym??
Zasunęłam kratę w Almi o 22,20, naciągnęłam kaptur bo tu wietrzno i chłodno, popłynęłam do metra mocując się z myślą, że może by w Pubie Warszawa spróbować nawiązać jakieś, być może fascynujące znajomości na resztę życia. Ale.. przypomniałam sobie, że przecież racjonalne gospodarowanie środkami finansowymi pozostałymi do 10-go przyszłego miesiąca ogranicza mój dzienny budżet do 17 polskich złotych. Wcale nie żartuję. Cóż, bycie Zdobywcą Stolicy może się wydawać przyjemnym zajęciem. Rzeczywistość jednak, skrzeczy a często nawet pogwizduje, ba w oczy się śmieje cwaniutka.
Zatem wybrałam wersję skrojoną na miarę możliwości. Metrem, dzisiaj hałaśliwym, ludnym, podnieconym piątkowa nocą przemieściłam się jak krecik do Pl.Wilsona, w sklepie nocym kupiłam namiastkę dzikiej Afryki w postaci opakowania chipsów Chakalaka (Smak Afryki) oraz surogat wilgotnej Puszczy Białowieskiej, w której rysie pędzelkami malują pejzaże, sóweczki zadzierają ogony, a łosie inochodem uganiają się za żubrami...Żubra znaczy się w puszce kupiłam po czym udałam się na ławkę w parku nad kanałkiem zwanym Kępą Potocką, słynącym ze swej malowniczości i walorów joggingowych, otworzyłam ją, zapaliłam papierosa, bo wciąż przy alkoholu palę i ...zamyśliłam się.
Po czym zrobiło mi się okrutnie wesoło, gdy uzmysłowiłam sobie, że oto siedze sobie z paczkąa chipsów i puszka bro w parku, sama i kopcę papieroska, beztrosko i nie muszę nic.
A potem wesołość zaczęła trochę gorzknieć...Mam trzydzieści lat z malutką górką a nic lepszego do roboty w ten piatkowy wieczór w zasadzie nie mam.
A potem zrobiło mi sie smutno.I zatęskniłam do wieczorów, których magia zaczynała się i kończyła na bliskości i porozumieniu z ludźmi, z którymi samo samo się gada, samo się śpiewa, się słucha, się dzieje samo..
A potem zrobiło mi się zimno i poszłam do domu.
Kończę rozmowę z żubrem i czuję, że przydałby sie jakis jego koleżka, bo taki dialog troszkę malizną pachnie, jak to mawiał przy wyrębie lasu pewien drwal...
Idę zapalić.
Niepokorny Zdobywca Stolicy czuje, ze musi zdjąć na chwilę magiczną pelerynę i popływać nago w pustym jeziorze.
Słodkich snów..
kochana, za smak zubra oddalabym pol krolestwa, a mozliwosc wypicia go z Toba to i cale!
OdpowiedzUsuńmam ndzieje, że nie będziesz musiała wyzbywac się żadnych bogactw, że wypali nam lipiec! i ja tęsknicę mam:*
OdpowiedzUsuńlipiec 14 bedzie sie dzialo oj bedzie
OdpowiedzUsuńaneti, nie mówiłaś, że 2-5 lipiec? czy ja sobie uroiłam? już zgłupłam do kości..poproszę konkrety moja droga,ale już takie stabilne:)
OdpowiedzUsuń