Wczoraj wieczorem wkładam w przedpokoju trampki, Anka:
-Kasia wychodzisz? Uważaj na gawrony, bo mnie wczoraj zaatakował jeden. Podleciał do mnie i nad głowa zaczął się trzepotać.
Ania druga:
-No, a przed wczoraj pijaka przed sklepem dwa dopadły. Uważaj faktycznie.
Extra..Perspektywa wyborna. O ile zwierzęta wszelakie kocham, to gawrony jakoś mnie nie urzekają swoja historią. Patrzą na mnie tak dziwnie podejrzliwie jak przechodzę obok, wielkimi zakrzywionymi dziobami, zawsze w stadzie, do tego czarne jak diabły... Oczywiście największe podziękowania dla pana Hitchcocka, po mistrzowsku mnie naznaczył
Ubrałam kurtkę z kapturem na wszelki wypadek. Nikt mnie jednak nie napadł.
Gdy piszę te słowa, za oknem porykują gawrony pochowane w koronach drzew. Brr...
Mam nadzieje, że dalszego ciągu tej historii nie będzie.
Gdybym miała ogon to dzisiaj byłby koci. A kot taki, który niby spokojnie śpi, ale oczy ma tylko wpółprzymknięte, ogon sztywny, twardy, napięty, nerwowo nim porusza zawijając z boku na bok, uderzając się po żebrach. Kociarze wiedzą, że znaczy to, ze kot ma bardzo zły dzień.
Nie pomogła paczka wafelków kakaowych. Nie pomógł spacer. Może kąpiel? Gorąca woda, w pianie, z muzika, koktajl z bananem (magnez)... Brzmi kojąco. Let's try..
Aha, dzisiaj jest ostatni dzień mojej próby. To znaczy, na początku miesiąca, mój menager podjął ze mną trudną dla mnie rozmowę i oznajmił, że jeśli w maju wciąż będą skargi na mnie ze strony kierownika, to spożytkują mnie gdzie indziej. Tak powiedział.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz