niedziela, 3 czerwca 2012

A przy sobocie na dobranoc przyjęłam arbuza, rumianek i 5th Element z cudną Leeloo
Niezapomniana aria  przepięknej ni to kobiety ni ośmiornicy o plastelinowym ciele. Przegenialny ten czarny pedzio mówiąc trochę nieelegancko i Gary Oldman też śmieszny, zupełnie nie do poznania. Lubie lubię.
I wzięło mnie teraz na Wielki Błękit, to zdaje się tego samego Luca Bessona, chyba,  nie chce mi się googlać.

Po raz pierwszy żartowałam w pracy z Kierownikiem, wyluzował szefuś z czym mu bardzo do twarzy. Maj zamknięty na plusie, porządków nowych ze mną nie będzie, na te chwilę, oczywiście. Chyba, że sama je zaprowadzę.
Nie zapaliłam papierosa od czasu jak z Hubertem paliłam na dystans, czyli  tydzień będzie, z czym myślę, z kolei mi może być do twarzy.  Choć nie powiem, żebym sobie nie przyrumieniła cigareta...
Aa właśnie, ostatnio, przy okoliczności zakupu wina ekspedientka poprosiła mnie o dowód osobisty..Mnie, zdecydowanie pełnoletnią od przeszło dekady! Ma się to kwieciste DNA.
Stópki mnie bolą po całym dniu w pracy.
Nie mam na jutro obiadu, w związku z tym chciałabym  wstać o 6.30 i coś wyczarować z ugotowanej soczewicy, niestety na papkę. Póki co uformował mi się z niej samowolnie jeden spory pulpet i nie jest to inspirujący widok.
Był dzisiaj w Almi niezły wojownik, facet 4 latka, z mamą u boku ciągnący za sobą nic innego jak plastikowy, różowy odkurzacz. Żadna tam kopara, żaden piesek czy kotek a, proszę ja Ciebie, odkurzacz.. Co się dziwisz? Pytała słodka mała z hardą minką Gajosa w Jaśminum. No co się dziwisz?:)

Jakoś mi tak dzisiaj radośnie. Jestem dobrej myśli i nic mi w tym nie wadzi.

Ale ja dzisiaj pierdolę trzy po trzy.... Jejuu.Czas lulu.
Bye bye Leeloo.
No i znowu żadnych zdjęć. Ale przynajmniej się zmobilizowałam:)

1 komentarz: