sobota, 30 czerwca 2012

 Złapałam się na tym, że zamiast opowiadać codzienność czekam aż spotka mnie jakaś ciekawa  historia o której mogłabym napisać, a to przecież nie tak miało być.
Przed chwilą byłam bliska umieszczenia tu deklaracji poprawy mojego zachwania, by wpisywać cokolwiek ale codziennie, jednak odegnałam to, oddaliłam, powiedziałam sobie, o nie nie, żadnych postanowień nie będę składać w związku z tym co tu wyczyniam. Wolność, chwilość, widzimisię.

Mam potrzebę przypomnienia sobie co się działo..
I może być chaotycznie, choć może właśnie, i na to liczę, w trakcie pisania nastąpi ów znaczący proces porządkowania myśli, który jak wiadomo, przy odrobinie szczęścia może się przydarzyć temu, kto próbuje owe myśli zwerbalizować.

W Noc Świętojańską nie robiłam niczego, na żadne puszczanie wianków na Placu Zamkowym nie poszłam. Obsiurkałam tę imprezę i poszłam spać. Pamiętam, trochę się martwiłam, że skoro nie daję sobie nawet szansy na znalezienie kwiatu paproci, to opcja, żeby sam się znalazł prawie nie istnieje. Byłam jednak tak zmęczona po 13 h w pracy, że uznałam, sa rzeczy ważniejsze. A u samej podstawy piramidy łancuch pewnych wrażeń. Po całym dniu pracy spłukuję z siebie almiowski zapach, a prysznic jest gorący, i wsuwam się pod koldrę chłodną, pachnąca i mogę się tak rozbisurmanić,  powydawać dźwięki przyjemności, ułożyć się końcowo wygodnie i poczuć się, na ulotną chwilę, pomiędzy jawą jeszcze a snem już..
Kwiatku paproci, poczekasz aż się wyśpię? Tak pomyślałam zasypiając.

Mój szef, nabrał paskudnego dystyngowanego dystansu wobec mnie. Sztucznej uprzejmości. Gdy odbieram telefon d niego, zaczyna w te słowa: Dzień dobry Kasiu, Witam Kasiu, a najgorsze jest Witam Serdecznie Kasiu. (A zawsze było krótkie Cześć). Stara się być miłym i zrównoważonym, ale po co ta egzaltacja? Po co ten teatr? W myślach zaczęłam go przedrzeźniać. Sritam sritecznie Srasiu. Czy nie można by normalnie?

Bolała i boli mnie jama brzuszna, w rożnych miejscach. Pod żebrami z prawej strony kłuje, czasami z lewej, czasami na dole, mniej lub bardziej. Niestety, problemy z brzuchem miewam odkąd pamietam, więc oczywiście diagnozy, jakie wyszukują się w mojej wyobraźni sa najgorsze z mżliwych. Żeby nie było, pani doktor przepisała mi skierowanie. Będę się badać.


Odkrywałam Warszawską dzielnicę Nowa Praga. Spacerowałam po Żoliborzu. Jadłam w kultowym tu miejscu-Żywiciel i zupa koperkowa była za słona. Kupiłam czekoladę oliwkowo-limonkową z gruboziarnistą solą, przedziwna, pyszna. Pięknie opakowana.

Już muszę kończyć. Skończę kiedy indziej.Senność.

Jeszcze tylko jedna rzecz. Aby zapamietac te datę, bo to ważny dzień, zanotuję.
Złożyłam wypowiedzenie w Almi, na razie ustne.
Przystałam na pewną propozycje współpracy. Dzisiaj podjęłam decyzję
I radośnie.I już tęskno. Za ludźmi.
Ludzie w Almi... To jest świat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz