piątek, 8 czerwca 2012

Jadę sobie, jadę do Wrocka i piszę piszę, bo mam laptopa na kolanach i internet w powietrzu. Takie tu wygody. Brakuje tylko stewardessy w czerwono-białej garsonce roznoszącej zimną colę i coś z grilla, szaszłyki z bakłażana i cielęciny byłyby myślę całkiem całkiem..
Mam kokardę we włosach wpietą, bluzkę białą, a kokarda w mych włosach jest i biała i czerwona. Nie jestem kompletnie oszalałym kibicem piłkarskim, ale dobry mecz oglądnąć lubię. Zresztą w taki dzień jak dzisiaj choćbym nie była fanem piłki w ogóle, to pewnie i tak wybrałabym się do strefy kibica na mecz. Pomóc  naszym chłopcom śpiewając prosto do niebia "polska bialoczerwoni", poczuć magię trybun, pofalować z tlumem i zwariowac z nim gdy nasi strzelą...A strzelili! I zapłakać gdy nam łupną bramę. A łupnęli...

(Wprawdzie gdy my Grekom to wtedy przeciskałam się dopiero z Anią przez takie bramki, co były na początku i nie widziałam, tylko słyszałam ryyyk.. To był piękny ryk...Tak więc ten element meczu miałam jedynie w audio.Ale gdy nadszedł najważniejszy moment gry, byłam dokładnie tam gdzie powinnam)

I jak było? Poczuła to, poczułam co chciałam. To było wtedy gdy nasz bramkarz, taki w żółtym dresie sfaulował roztropnie na polu karnym, co skończyło się wiadomo jak....A potem ten Genialny Tytoń wyczuł Greka i rzucił się we właściwa stronę broniąc.....Wtedy własnie, wtedy zwariowałam..Wszystkich nas opętało..Ale to było niesamowite...
I potem, tuż potem, dam sobie rękę uciąć każdy, tysiące na stadionie, my tam gęsto upchani przed telebimem, chłopcy na boisku, i ci przed telewizorami, każdy Polak poczuł, pomyślał, albo po prostu, samo się w nas odezwało..Wygramy, damy radę, podniesiemy się, do boju, Polskaa..!!! .To była ta nasza tożsamość  narodowa,  ta powstańcza dusz zadudniła we mnie, naprawdę. . I  przez krótką chwilę w tej kupie wrzeszczących, spoconych , parujących, zawiniętych w nylonowe flagi i ze spływającymi biało czerwonymi glutami farbek na policzkach, kibiców.to było szczęście.

Ale..No cóż te nasze nieboraki, starali się, starali...Dobrze, że nie skończyło się na 2:1, Grekom będzie sie ten Tytoń śnił po nocach.
(Jadę z dwoma panami starszymi na siedzeniach po sąsiedzku, orzełki na tshirtach, senność widoczna w swobodzie z jaką opadają im członki..Chłopaki zmęczeni są mocno, po meczu, a jakże. Czuć to, ojjj jak to czuć... Heh..)

oho, zatrzymujemy się w Łodzi. Zrobię sobie przerwę na siku i soczek.
Jednak nie wychyliłam nosa na zewnątrz. Leje. 

Chciałam przesłać jedno zdjęcie z telefonu, ale nie wiem jak.Ładny, słodki bukiet z różyczek na siedzeniu obok. Dostałam go od pewnego nieznajomego, wracającego z Narodowego, zagadnął, pomógł z bagażami, odprowadził na przystanek. Niesamowite rzeczy przychodzą czasem do głowy mężczyznom.
Adamie, dziękuję, to było bardzo romantyczne.

1 komentarz:

  1. bardzo ladnie Ci kochana ten wpis wyszedl :) az poczuc mozna wszystko... my tez ogladalismy, nawet czapy bialo czerwone byly i fajnie... choc ciut zal ze z tak daleka...

    OdpowiedzUsuń