wtorek, 14 sierpnia 2012

Jeszcze nie tak całkiem dawno do pracy jeżdziłam metrem. Bez mozliwości obserwowania Warszawy zza szyby okna. Teraz  z konieczności zamieniłam metro na autobus.Wiezie mnie około 30 min, przez rzekę, przez całkiem nieznane mi obszary wcześniej,  teraz już coraz bardziej rozpoznawalne, aż na moje zadupie zwane Targówkiem
Jadę tyle czasu, że mogę sobie poczytać. Porozglądać się po świecie bo okno w autobusie, w odróżnieniu od tego w metrze nie jest ślepą uliczką.

To było dzisiaj w drodze do pracy. Czytam, trochę podsypiam, w takim jeszcze porannym letargu, obok na siedzeniu wymieniają się podróżni. I nagle siada on. Obudziłam się w sekundę. Otrzeźwiałam. Az na niego spojrzałam. Zwyczajny mężczyzna w średnim wieku, z brzuchem, ubrany schludnie, szeleszczący reklamówką, włosy siwe, wąsiska...Pan Który Śmierdzi Choć nie Wygląda.
I przy tej jego nienagannej powierzchowności, ten smród, który wychodził z niego był tym bardziej obrzydliwy. Na początku aż wstrzymałam oddech. Instyktownie.
Przede wszystkim chodziło o papierosy, o ten paskudny utrwalony przez lata życia w mieszkaniu, w którym się pali smród fajek. Mozna go odróżnić ludzkim powonieniem od tego świeżego, który zostaje po dymku na przystanku.
Czułam ten smród, który wniknął w nitki jego ubrania, ten, który zamieszkał we włosach na głowie ale najbardziej ten na wąsach.Katem oka widziałem te jego wąsiska i miałam wrażenie, że one są głównym winowajca okropnego zapachu jaki wydzielał. Może dlatego, że wąsy u mężczyzny, takie wąsy, niechlujne jak te, zawsze zdawały mi się, że sa jak ścierka do stołu. Lądują w nich resztki jedzenia, browar, maślanka, które nie zmieszczą się w ustach, kropelki śliny i potu. Widziałam jak przy każdym swoim wydechu rozdmuchiwał dokoła  osiadłe na jego wąsach cząstki nikotynowego smrodu. A te które już się utrwaliły w strukturach pojedynczych włosków, poruszone powietrzem, nie mogąc się od nich oderwać,  jakby tylko puszczały małe śmierdzące bąki.
Czułam też zapach jego języka i płuc pokrytych smołą.
I palców, z których nie można już zmyć ani zółtego nalotu ani papierosowej woni.
Przez ten zapach jego otyłość stała się odrażająca. Odrażające stały się jego myśli i codzienność.
I trwało to może z 10 min. Po tym czasie zauwazyłam, ze oddycham juz normalnie a ten smród coraz mniej mi przeszkadza.Człowiek wysiadł. Pewnie gdyby posiedział dłużej może nawet zupełnie bym o tym zapomniała. A może nawet przestałabym wyczuwać.
Przywykłabym.
Pomyślałam potem, że trzeba bardzo uważać na to do czego się przyzwyczajamy.







2 komentarze:

  1. bardzo ladne trafne ostatnie zdanie...

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie dla tego ostatniego zdania chciałam napisać komentarz, ale aneti mnie uprzedziła :) ściskam z wrocławia :*

    OdpowiedzUsuń